
Masz jeszcze trochę materiału? Ten czerwony… Tak. Ten będzie dobry. Uszyj mi dłonie z tego, co zostało po twoim swetrze. Z kawałka żółtego lata zrób mi usta trochę większe. Czarną nicią zszyj plecy, żebym nie rozpadł się w nocy. Nie rób oczu zbyt dokładnych i tak patrzę tylko na ciebie. Daj mi serce. Nie musi działać. Ma tylko zostać na swoim miejscu. USZYJ MNIE Z KAWAŁKÓW, KTÓRE ZOSTAŁY PO NAS. ZRÓB MI NOWE SERCE, ŻEBY BYŁO GDZIE WBIJAĆ SZPILKI. USZYJ MNIE JESZCZE RAZ, JEŚLI PIERWSZA WERSJA SIĘ NIE PODOBA. IM WIĘCEJ WE MNIE DZIUR, TYM ŁATWIEJ MNIE ZABRAĆ DO DOMU. Przyszyj mi trochę niebieskiego, bo podobno uspokaja. Dodaj białą koronkę, żeby rana wyglądała jak ozdoba. Tu krzywo. Nie szkodzi. Tu za mocno. Nie szkodzi. Najładniejsze rzeczy nigdy nie są równe. Weź szpilkę. Nie wahaj się. Przecież po to mnie uszyłaś. USZYJ MNIE Z KAWAŁKÓW, KTÓRE ZOSTAŁY PO NAS! ZRÓB MI NOWE SERCE, ŻEBY BYŁO GDZIE WBIIJAĆ SZPILKI! USZYJ MNIE JESZCZE RAZ! MOCNIEJ! NIECH NIC NIE WYPADNIE! NIECH KAŻDA SZPILKA PAMIĘTA TWOJE IMIĘ! Wiesz… najgorsze jest to, że kiedy mnie ranisz, wyglądam coraz bardziej jak coś, co chciałbym zatrzymać. Jedna. Druga. Trzecia. Nie przestawaj. USZYJ MNIE Z KAWAŁKÓW, KTÓRE ZOSTAŁY PO NAS! ZRÓB MI NOWE SERCE, ŻEBY BYŁO GDZIE WBIIJAĆ SZPILKI! USZYJ MNIE JESZCZE RAZ! AŻ NIE POZNAM WŁASNEJ TWARZY! A JEŚLI ZOSTANIE ZE MNIE TYLKO MATERIAŁ USZYJ MNIE JESZCZE RAZ. czerwony… żółty… czarny… biały… Gotowa? Jeszcze jedna szpilka.

