
Życzę Ci, żeby wronie nie brakowało widelca, a wujek Stefan w czwartek wyszedł z konfitury. Żeby kalafior miał zawsze dwa grzebienie, a kot nie pytał, skąd są te dziury. Życzę Ci wielkiego, niepotrzebnego koła, które niczego nie toczy, ale pięknie stoi. I żeby drzwiami nie pukał żaden pomidor, co się własnego miąższu boi. Bo jak nie ma sensu, to przynajmniej jest wesoło! Koń na drabinie, a w czajniku pada śnieg! Życzę Ci, żebyś czasem zupełnie bez powodu złapała w kieszeń jakiś dziwny, obcy bieg! Życzę Ci sera, co nie wie, czym jest dziura, i buta, który pięknie mówi na „dobre dzień”! Niech Ci z kieszeni wypada suszona ryba, a w niedzielę niech przyjdzie pan od niczego, przyniesie w wiadrze trzy gramy powietrza i powie: „Trzymaj, to dla kogoś innego”. Życzę Ci, żeby pociąg do Warszawy jechał przez stodołę i tam śpiewał pieśń. A jak ktoś spyta: „Po co to wszystko?”, to mu zjedz kapelusz i powiedz, że musisz iść. Bo jak nie ma sensu, to przynajmniej jest wesoło! Koń na drabinie, a w czajniku pada śnieg! Życzę Ci, żebyś czasem zupełnie bez powodu złapała w kieszeń jakiś dziwny, obcy bieg! Życzę Ci sera, co nie wie, czym jest dziura, i officially najgłupszego dnia w całym roku! A na sam koniec... Życzę Ci, żeby kaczka w kożuchu przyniosła Ci w dziobie kawałek śledzia. Nie dlatego, że śledź jest smaczny. Ale dlatego... że nikt się tego po niej nie spodziewał. Więc trzymaj ten kalafior! Nie oddawaj nikomu! Szalik dla kota! I do domu!

