O, panie Czy mnie widzisz Jam więzień w szkle przejrzystym uwięziony Gdzie świat na zewnątrz huczy jak jarmark diabelski A ja w środku jak mucha w bursztynie złotym zamarzła w bezruchu W milczeniu wieczystym Każde słowo ich to grad na szyby moje Każde spojrzenie promień co oko wypala Dotyk ich dłoni jak ogień na wosku co dymi i parzy i nie pozwala oddychać Jam jest ten co liczy ziarnka piasku w klepsydrze Każde z osobna imieniem woła i pieści A oni wołają patrz na nas bracie uśmiechem Ja zaś milczę Bo uśmiech mój w gardle dławi W mojej komnacie nie ma luster jeno tafle lodu W nich odbicie nie moje lecz tysiąca ostrych kątów Linii prostych co krzyżują się W chaosie świętym a ja po nich chodzę Bosymi stopami Krwawymi Gdy inni w tańcu wirują jak liście jesienne ja stoję w środku słup soli i kamienia bo ruch ich to wir co dusze mi wyrywa A cisza moja To tarcza co chroni przed światem Panie miłosierny Ty coś zamknął Noego w arce Zamknij i mnie W arce ciszy W komorze bez echa Gdzie nie ma spojrzeń Jak sztylety Gdzie głosy nie tną jak brzytwy Daj mi powtarzać w kółko te same dwanaście słów W kółko W kółko W kółko Jak różaniec mnicha w celi eremickiej Aż staną się mostem do ciebie A jeśli nie dasz To sam sobie arkę zbuduję Z puzzli gwiazd Z odłamków tęczy złamanej Z liczb pierwszych co nigdy nie kłamią I zamknę się w niej Na wieki Na wieki wieków Amen.


