
Dwadzieścia cztery stopnie. To najlepsza temperatura. Robię notatki w zeszycie w kratkę. Trzecia strona. Dzisiaj bez zmian. Nigdy nie rozumiałem, po co ludzie tyle mówią. Słowa są gorące, miękkie i szybko się psują. Kiedy mówisz, muszę myśleć, co odpowiadać. Kiedy milczysz, wreszcie zaczynamy się zgadzać. Przemyłem podłogę lizolem. Ten zapach daje poczucie czystości. Nie lubię chaosu. Chaos zaczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje wstać. Wszystko jest wreszcie na swoim miejscu. Żadnych niespodzianek o świcie. Piękne jest tylko to, co przestaje się wiercić. Teraz nie musisz już nigdzie iść. Teraz jesteś gotowa, żeby mnie wysłuchać. Kupiłem worek soli morskiej i dwa litry gliceryny. W aptece nikt o nic nie pytał. Ludzie w sklepach widzą tylko to, co chcą widzieć. Myślą, że robię przetwory na zimę. Zdjąłem ci zegarek z nadgarstka. Po co ci bateria, skoro sekundy już nie płyną? Położyłem go w szufladzie obok obcinacza do paznokci. Wszystko ma swój katalog. Wszystko jest wreszcie na swoim miejscu. Żadnych niespodzianek o świcie. Piękne jest tylko to, co przestaje się wiercić. Teraz nie musisz już nigdzie iść. Teraz jesteś gotowa, żeby mnie wysłuchać. Czasem w nocy włączam telewizor. Bez dźwięku. Niebieskie światło odbija się w twoich otwartych oczach. Wyglądasz wtedy, jakbyś oglądała ze mną wiadomości. Nie musisz mrugać. Zakropliłem cię parafiną. Jesteś taka cierpliwa. Najlepsza towarzyszka, jaką kiedykolwiek miałem. Zapisuję: Waga bez zmian. Tętno: zero. Wyłączam światło. Dobranoc.

