Pamiętam odrapane klatki, zapach moczu i wódy Gdzie marzenia tonęły gdy wracałam z budy Mała dziewczynka, wielkie oczy, za duże łachy Chowała się w kącie, gdy ojciec podnosił łapy Szare bloki, z betonu wyrwane serce Zamiast ciepła i bajek - sine, zaciśnięte ręce Krzyki za ścianą, awantury do białego rana Kolejna pusta flaszka i matka zapłakana Chłód kaloryferów, w lodówce tylko światło Myślisz, że dzieciakom na rejonie było łatwo? Kurwa, nic nie wiesz o tym, jak smakuje strach Gdy własny dom jebie chłodem i sypie się w piach Pamiętam każdy krzyk i każdy siniak Smak gorzkich łez, gdy w chacie znów zadyma Co tak, kurwa, boli? Że nie dałam się złamać? Że od dzieciaka musiałam kurwa kłamać? To jest mój czas, to moja wendeta Umarła dziewczynka, wstała kobieta Lód w moich żyłach, w oczach płonie ogień Zabiłam przeszłość, teraz jestem bogiem W szkole z tyłu, w ostatniej ławce, wiecznie wyklęta, W starych butach po bracie, mówią na mnie "jebnięta" Inne dzieciaki miały kanapki, śmiech i zabawki, Ja miałam w głowie tylko krzyki i smak zajawki, Żeby uciec stąd daleko, byle wyrwać się z biedy, Patrząc na pijaną matkę, pytam: nie czy, ale kiedy. Nauczycielka patrzyła z litością, pełna pogardy, A ja w środku budowałam już mój charakter twardy. Nikt nie zapytał, czemu zasypiam na lekcjach rano, Czemu chodzę w siniakach, z psychiką zmasakrowaną. System nie widział błędu, system mnie spisał na straty, Ślepy na łzy dzieciaka, co miał w domu dramaty. Tak rosła wściekłość w żyłach, tak pompowała się krew, Z każdym dniem w tej jaskini tylko rósł we mnie gniew. Pytasz, skąd we mnie chłód? Skąd ten jebany dystans? Z każdej wylanej łzy zbudowałam swoją przystań. Pamiętam każdy krzyk i każdy siniak Smak gorzkich łez, gdy w chacie znów zadyma Co tak, kurwa, boli? Że nie dałam się złamać? Że od dzieciaka musiałam kurwa kłamać? To jest mój czas, to moja wendeta Umarła dziewczynka, wstała kobieta Lód w moich żyłach, w oczach płonie ogień Zabiłam przeszłość, teraz jestem bogiem Myślisz, że czas leczy rany? Kurwa, czas tylko usypia Kiedy gasną światła, przeszłość znowu za gardło chwyta Budzę się zlana potem, słysząc znów trzaskające drzwi I błagam we własnych myślach: "Odejdź, nie rób tego mi!" To zostaje w psychice, wyryte jak nożem w ławce Te demony wciąż się bujają jak na huśtawce Chodzę na terapię? Nie, bitem burzę ten mur Rap jest moim lekarstwem na ten pojebany ból Widzisz we mnie sukę, co nie ma w sobie litości? Bo nauczyłam się wcześnie, że nie ma sprawiedliwości Zaufać komuś to błąd, który kosztuje zbyt wiele Zostają po nim tylko blizny i puste portfele Odkrywam przed wami blizny, wyrzucam z siebie ten syf By w końcu móc głośno krzyczeć i przerwać fałszywy mit O radosnym dzieciństwie, ciepełku ogniska w domu Ja musiałam swój azyl budować całkiem po kryjomu Pamiętam każdy krzyk i każdy siniak Smak gorzkich łez, gdy w chacie znów zadyma Co tak, kurwa, boli? Że nie dałam się złamać? Że od dzieciaka musiałam kurwa kłamać? To jest mój czas, to moja wendeta Umarła dziewczynka, wstała kobieta Lód w moich żyłach, w oczach płonie ogień Zabiłam przeszłość, teraz jestem bogiem Dość tego Nie mam zamiaru tam wracać Moje życie Moje zasady Chuj z tym (c)
Comments are disabled on this song

