Song Cover Image

Konstruktor

Żywy człowiek jest błędem. Zawsze zmienia zdanie, oddycha zbyt głośno, przynosi ze sobą cudzy kurz. Zostawiłem tylko to, co czyste: zapach lawendy na starym płaszczu, dwa słowa z nagrania na taśmie, i cień, który przypadkiem rzuciłaś na ścianę. Składam cię z kawałków, których nie zdołasz zabrać. Rysuję linię obojczyka na pustym płótnie. Szlifuję krawędzie milczenia. Jesteś wreszcie doskonale cicha. Nie zadajesz pytań, nie odwracasz głowy. Posadziłem cię przy stole, nalałem wina. Kieliszek stoi nietknięty. Światło nie kłamie, kiedy na nas patrzy wreszcie stworzyłem kogoś, kto nie potrafi odejść. Żywy człowiek ma wady. Prędzej czy później pęka, albo patrzy w stronę drzwi, gdy w pokoju zapada zmrok. Twój manekin nie ma serca, więc nie ma co złamać. Założyłem mu twoje buty, ustawiłem dłonie w geście, który pamiętam. Teraz jesteś bezpieczna. Teraz niczego nie zepsujesz. Jesteś wreszcie doskonale cicha. Nie zadajesz pytań, nie odwracasz głowy. Posadziłem cię przy stole, nalałem wina. Kieliszek stoi nietknięty. Światło nie kłamie, kiedy na nas patrzy wreszcie stworzyłem kogoś, kto nie potrafi odejść. Ale dlaczego w tym pokoju jest tak zimno? Przecież ubrałem cię w najcieplejszy wełniany sweter. Przecież włączyłem światło. Dlaczego patrzysz przeze mnie, jakbym to ja był zrobiony z drewna i słomy? Poprawiam kąt uśmiechu. Milimetr w lewo... to była radość. Milimetr w prawo... to była wina. Stoję z igłą i nitką nad puszystą pustką. Jestem Bogiem w za ciasnym pokoju. Jesteś wreszcie doskonale cicha. Nie zadajesz pytań, nie odwracasz głowy. Wino w karafce powoli gęstnieje, zegar na ścianie wybija pustkę. Stworzyłem cię doskonałą, a zostałem sam... Zostałem sam... Wreszcie bezpieczny.