
Baw się mną… powoli. Nie mam instrukcji. Pokaż, jak bardzo chcesz mnie zepsuć. Obudź mnie jednym dotykiem, zostaw ślad i zgaś światło. Karmisz mnie kłamstwem z ręki, a ja udaję, że to słodycz. Wiesz dokładnie, w które miejsce uderzyć, żeby nie zostało śladu. Potrafimy być dla siebie najgorszą rzeczą, jaka nas spotkała. Nie naprawiaj mnie. Nie pytaj, co pękło. Jeszcze działa. Jeszcze chcę boleć. BAW SIĘ MNĄ! AŻ SIĘ ZEPSUJĘ! ZŁAM MI RĘCE, JEŚLI CHCESZ PODNIEŚĆ SWOJE! BAW SIĘ MNĄ! AŻ PRZESTANĘ DZIAŁAĆ! KOCHAJ MNIE TAK MOCNO, ŻEBY NIC NIE MOGŁO SIĘ ZROSNĄĆ! Ty mnie psujesz, a ja podaję ci części. Uczysz mnie myśleć, że bez ciebie mnie nie ma. Każde „zostań” smakuje jak knebel, każde „odejdź” to tylko pusta groźba. Mamy dłonie we krwi i kieszenie pełne winy. Kiedy gasną wszystkie światła, znów udajemy, że to my jesteśmy ofiarą. Nie wyrzucaj mnie. Zużyj mnie do końca. Jeszcze jeden raz. BAW SIĘ MNĄ! AŻ SIĘ ZEPSUJĘ! POCIĄGNIJ ZA SZNURKI, AŻ PĘKNIE OSTATNIA KOŚĆ! BAW SIĘ MNĄ! AŻ PRZESTANĘ DZIAŁAĆ! JEŚLI TO JEST MIŁOŚĆ ZRÓB TO TAK, ŻEBYM NIGDY NIE POCZUŁ NICZEGO INNEGO! Nie chcę być bezpieczny. Nie chcę, żebyś mnie ratowała. Wytrzyj mną podłogę, a potem powiedz, że jestem twój. Przeraża mnie spokój. Tylko w twoim chaosie wiem, że oddycham. BAW SIĘ MNĄ! AŻ SIĘ ZEPSUJĘ! BAW SIĘ MNĄ! AŻ NIE ZOSTANIE NIC Z TEGO, KIM BYŁEM! BAW SIĘ MNĄ! NIE OSZCZĘDZAJ MNIE! BO JEŚLI MAM SIĘ ROZPAŚĆ… CHCĘ, ŻEBY TO TWOJE RĘCE MNIE ROZSZARPAŁY. jeszcze działam. zrób to jeszcze raz.

