​[Verse 1] Ojciec łapie się za głowę, Cierpnie mu na karku włos. Znów wykręcam psoty nowe, Przeklinając twardy los. Po kolejnej mojej burzy, Gdy wychodzi na jaw błąd, Ciotka brwi ze złości mruży, Każdy w strachu pędzi w kąt. ​[Chorus] Kaśka, to nie uchodzi! To przecież tylko tobie szkodzi! Na widok tych szalonych, zwariowanych bzdur Chce się aż uderzyć w mur. Kaśka, to nie uchodzi! Wciąż nowa plotka w mieście chodzi, Te żarty szalone i ten głośny śmiech. To już jest po prostu grzech! Młodej, mądrej pannie Przydałby się już mąż, Ty zaś, nieustannie, Psocisz i biegasz wciąż... Kaśka, to nie uchodzi! Ten brak powagi wszystkim szkodzi! Ten, który by cię szczerze kochać w życiu chciał, Szybko by z obłędem gnał! ​[Verse 2] Wiem, że starzy rację mają, Ale taka jestem ja, I gdy ludzie mnie poznają, To muzyka we mnie gra! Kiedy kusi rzecz wciąż nowa, Żeby skakać w wielki mrok, Aż pulsuje moja głowa, I od razu wchodzę w skok. ​[Chorus] Kaśka, to nie uchodzi! To przecież tylko tobie szkodzi! Na widok tych szalonych, zwariowanych bzdur Chce się aż uderzyć w mur. Kaśka, to nie uchodzi! Wciąż nowa plotka w mieście chodzi, Te żarty szalone i ten głośny śmiech. To już jest po prostu grzech! Młodej, mądrej pannie Przydałby się już mąż, Ty zaś, nieustannie, Psocisz i biegasz wciąż... Kaśka, to nie uchodzi! Ten brak powagi wszystkim szkodzi! Ten, który by cię szczerze kochać w życiu chciał, Szybko by z obłędem gnał! ​[Outro]