
Wy widzicie sukces... Ja widzę gnijącą duszę. Ci na topie, sami tam nie dotarli Najczęściej po trupach do celu szli Może gdyby inny świat, to by było inaczej Lecz tutaj same intrygi i zapieprz Harówka no i wyzysk tych co pod nimi Każdy wysługuje się ludźmi słabszymi Kapitalizm nie nagradza zalet i talentu Chcesz dotrzeć na szczyt? Lepiej naucz się przekrętów Perfekcjonizm, workaholizm, tutaj są te nagradzane A kto szczery i uczciwy—przygotuj się na przegraną Bo ten system nagradza tego, kto wyciśnie więcej A jeśli chcesz odpocząć, to do odstawki cię weźmie Broń boże, nie bądź chory—wtedy już kompletny aut Ludzie przeszywają wzrokiem jakbyś trąd na sobie miał Gdy masz mniej, lub twoje początki były skromne Nie przetrwasz długo w tym świecie, który czci mamonę W filmach wciąż te same twarze, uzurpują się na bogów Potem wyciekną skandale, w końcu sami tych dialogów Nigdy by nie napisali, tak jak piosenkarze tekst Śpiewają zazwyczaj cudzy, czy oni wiedzą, co w nim jest? (Hah!) Wszystko jest na opak, nie wiadomo, kto co myśli W końcu słowa przeczą czynom, chociaż chcą by sen się ziścił Jeden pisze, drugi kupi—i podpisze się nazwiskiem Pod czymś, czego nie powiedział—ja nazywam to wyzyskiem! Ten sukces jest okupiony zgniłą duszą Zachłysną się tym tlenem, aż się uduszą Robią to dobrowolnie—choć wcale nie muszą Całkiem inny świat—czy kiedyś nastanie? Czy zawsze zostanie tylko narzekanie? Czy złudne będzie pracowitych ludzi staranie? Na końcu pozostają jedynie pytania Bez odpowiedzi—bo co nas w końcu omamia? Czy to status i pieniądze wywołują pogardę? Czy sprawiają, że na tym świecie musisz trzymać gardę? Bo pilnujesz swojego, żeby ci go ktoś nie ukradł A ci bogaci żyją tak jakby nie było jutra Paradują niczym Kapitol w designer'ów futrach Met Gale, i te pieprzone czerwone dywany Podczas gdy u ciebie grosz do grosza odkładany Wszyscy żyjemy w Matrixie, żywimy go dobrowolnie Niczym pasożyta, który ma się bardzo dobrze A ja pluję na ten status, na te intrygi miastowe Obecne i historyczne, na królów i królowe Bo nasza dusza, jeśli ją mamy—jest równa I kto używa oczu, to odróżni od gówna Prawdziwe diamenty, to są te najczystsze dusze Przez mówienie prawdy przeżywają tu katusze Bo choćbym musiała, to do kłamstwa się nie zmuszę W tym fałszywym świecie—codziennie się duszę Bo tu musisz udawać, żeby ktoś zwrócił uwagę I żeby znaleźć księcia, musisz pocałować żaby Pierdolę ja ten system, gdzie nikt naprawdę nie jest sobą Czasem kłamią latami—gdy są osobą przemocową I ich największy uśmiech, to gdy złapią cię w pułapkę Swoich pieprzonych intryg, a ty czujesz się jak w klatce Mam dosyć kłamstw i chamstwa—niczym gówno w papierku Są ich gnijące dusze, o zapachu cukierków! Ten sukces jest okupiony zgniłą duszą Zachłysną się tym tlenem, aż się uduszą Robią to dobrowolnie—choć wcale nie muszą Całkiem inny świat—czy kiedyś nastanie? Czy zawsze zostanie tylko narzekanie? Czy złudne będzie pracowitych ludzi staranie? Na końcu pozostają jedynie pytania Bez odpowiedzi—bo co nas w końcu omamia? Jeśli musisz być kimś innym, by czcił cię ten świat Może nikt z nas nie zasługuje na sławy blask Skoro jest to okupione śmiercią dawnego ciebie I piętrzą się kwiaty kłamstw na grobu glebie To wszystko jest oszustwem—jeden pisze, drugi śpiewa Jeden pisze dialogi, inny uznanie za to zbiera Jeden stoi w cieniu, podczas gdy drugi błyszczy Czy tak będzie aż do końca świata, do jego zgliszczy? Czy powstaniemy razem, sprzeciwimy się złu Które nas wciąż rozdziela—ja tam, a ty tu Przestaniemy patrzeć z góry na tych słabszych od siebie Otoczymy ich opieką—zamiast po trupach do celu Filmy sprzedają nam bajki—a jednak człowiek chce Zobaczyć inny świat, w którym dobre pokona złe Więc co nas powstrzymuje przed tego zrobieniem? My chcemy żyć w blasku—a wokół same cienie... Bo ja mam marzenie, niczym Martin Luther King I gdy kłamstwo triumfuje, nigdy się nie pogodzę z tym Żądam prawdy i równości—chcę to zobaczyć Na własne oczy, zanim śmierć mi je zamknie... Wy widzicie sukces... Ja widzę gnijącą duszę. Sprzedać się systemowi— Czy to robię, bo muszę? (nie, nic nie muszę) (wierzę w lepszy świat) (tak, wciąż wierzę...) (więc niech się to niesie w eterze)

