
[Zwrotka 1] Szła sama ulicą, gdy noc spadła na świat, W kieszeniach niosła ciszę, co przygniatała ją co dnia. W oczach miała burzę, której nikt nie chciał znać, A serce jak szkło pękało raz po raz. [Refren] Ale ona wciąż oddycha, choć tyle ran nosi w tle, Choć ktoś zabrał jej spokój, nie odbierze dnia, co jest. Podnosi się powoli, krok za krokiem mimo łez, Bo w jej własnym odbiciu rodzi się od nowa sens. Zwrotka 2 Czasem noc ją dogania, stary lęk wraca znów, Jak cień, który podąża i zasłania każdy ruch. Szuka światła w oczach ludzi, choć zaufać trudno jej, Lecz wciąż walczy z ciężarem, który nosi gdzieś na dnie. Refren Ale ona wciąż oddycha, choć tyle ran nosi w tle, Choć ktoś zabrał jej spokój, nie odbierze dnia, co jest. Podnosi się powoli, krok za krokiem mimo łez, Bo w jej własnym odbiciu rodzi się od nowa sens. Zwrotka 3 Aż pewnego dnia zrozumiała, że ma prawo żyć bez win, Że nie musi nieść na barkach cieni pozostawionych w niej. I choć droga jeszcze długa, pierwszy raz poczuła, że Jej głos znów staje się siłą, a nie echem dawnych łez. Refren Ale ona wciąż oddycha, choć tyle ran nosi w tle, Choć ktoś zabrał jej spokój, nie odbierze dnia, co jest. Podnosi się powoli, krok za krokiem mimo łez, Bo w jej własnym odbiciu rodzi się od nowa sens. Puenta Bo nawet gdy noc ją woła, ona wstaje jeszcze raz, Już nie sama, lecz silniejsza niż jej własny dawny strach. I choć blizny pozostaną, nie definiują jej, Bo odnalazła w sobie siłę, by na nowo zacząć żyć.

