
Zawsze tobie zazdrościłem tej śmiałości, gdyż ja byłem Introwertyk z hamulcami Kompleksami, wypiekami. Głos łamiący nadal mam wciąż ten sam, gdy występ gram Nie potrafię głośno mówić Iść przed ludzi, śmiać lub nucić Zamiast tego wolę ciszę Stanie w cieniu lub w kaplicy Taki stan mi towarzyszy jak pamiętam, od świetlicy To zaczęło się już w szkole gdzie ja wtedy miałem głowę Mogłem wtedy się nauczyć Jak wywijać, jak świntuszyć Jak historie opowiadać Ludzi śmieszyć, tłum rozbawiać Wtedy były pierwsze próby i występy szkolnej trupy Mogłem lepiej się przyłożyć i na ludzi się otworzyć Ale coś mnie tak trzymało I oddychać nie dawało Odtąd jestem zakłopotany Gdy mam śpiewać swe peany Introwertyk z hamulcami Kompleksami, wypiekami. Głos łamiący nadal mam wciąż ten sam, gdy występ gram

