[Instrumental] [Intro] Księżyc wybiegł poza wszelkie galaktyki. Nie śpi. Nie wziął tabletek na sen. Woli spać w dzień. A gdyby tak wszechświat stwierdził, że może się bez niego obyć. Kazał mu iść do stu diabłów? Księżyc wprosił się w gościnę. Znalazł gładką taflę wody i lustro w mojej sypialni. Odbijamy się wzajemnie w sobie, owinięci pajęczyną. Ja. Wrzucam zwątpienia w głęboką studnię. Niech utopią się na jej dnie. Na dnie odwrotności mojego świata. Białe jest czarne, krew jest słodsza niż miód, cień staje się ciałem. To właśnie tu kocham cię najbardziej. Na jednym oddechu. Do końca. [Instrumental] [Outro]