
Pędzlem z czarnej farby ,me skrzydła zabarwione. Smutkiem przykryte bez wyrazu lekkości. Leżą bezwładnie, wbite w me ramiona . Jak ptak w smole, ze skrzydłem sklejonym. Jak łabędź ,który nigdzie nie odleci . Czerń spływa kroplami, ciężar jej narasta. Każde pióro waży, jak ołowiany głaz. W sercu też ta barwa, ciemna i kulista, Tłumi słońca blask, co minął gdzieś i zgasł. Więc stoję jak pomnik, w zastygłym bezruchu, Skrzydła – czarne rzeki, bez żadnego nurtu. Wspominam błękit nieba, gdzieś nad chmur koroną, Gdzie jeszcze kiedyś lekko, bez trudu się niosło. Dziś tylko ciemność słyszę, w ramionach uwięzioną, Szepcze: "Już po wszystkim, nic już nie przyniosło Ukojenia, zmiany...". To przekleństwo farby, Co duszę i lot przykryło, bez żadnej tu próby. O, gdyby tak deszcz zmył, tę smołę i czerń całą! Przywrócił znów biel, iskierkę nadziei zrodził. By znów poczuć w kościach, tę wiatru radość małą, I ruszyć się, choć nieśmiało, w górę, ku swobodzie. Ale czarny pędzel, pozostawił pieczęć. I skrzydła czekają... by w końcu runąć w nicość. Pędzlem z czarnej farby skrzydła zabarwione One nie chcą się ruszyć, nie chcą zatrzepotać. Pędzlem z czarnej farby ,me skrzydła zabarwione. Smutkiem przykryte bez wyrazu lekkości. Leżą bezwładnie, wbite w me ramiona . Jak ptak w smole, ze skrzydłem sklejonym. Jak łabędź ,który nigdzie nie odleci . Pędzlem z czarnej farby skrzydła zabarwione One nie chcą się ruszyć, nie

