Budzi mnie świt, głowa jak balon, Znowu przesadziłem, noc była szalona. Suchość w ustach, wody brak, Czuję, jak mi wątroba mówi: "Tak nie graj". Kac to przyjaciel, co wita z rana, Ból przemijania, to cena za zabawę. Piję wodę, liczę dni, Choroby wątroby, to nie jest film. Życie ucieka, a ja wciąż błądzę, Kieliszek za kieliszkiem, coraz głębiej tonę. Suchość mnie męczy, głowa pęka w pół, Wiem, że tak dłużej nie da się już. Kac to przyjaciel, co wita z rana, Ból przemijania, to cena za zabawę. Piję wodę, liczę dni, Choroby wątroby, to nie jest film. Czy to już pora, by zmienić kurs? Nie chcę, by mój świat skończył się tu. Woda to ratunek, nadzieja w niej, By przegnać demony i żyć jak we śnie. Kac to przyjaciel, co wita z rana, Ból przemijania, to cena za zabawę. Piję wodę, liczę dni, Choroby wątroby, to nie jest film. Kac mnie męczy, lecz woda ma moc, Z nią wygram życie, przeżyję noc. Wątrobo, przepraszam, zmienię się dziś, Koniec z kacem, czas zdrowo żyć.