[Intro — 4 takty instrumentalne] [Zwrotka 1] Sobota, urodziny twojego brata, pełno ludzi, śmiejesz się najgłośniej, ja pilnuję, ile w kieliszku. Po dwunastej zmienia ci się głos — znam ten moment, jak niebo nad jeziorem, zanim zacznie lać. W taksówce milczysz, w domu zaczynasz od drobiazgu: "czemu gadałaś z nim tak długo, po co ta sukienka". Nie podnosisz ręki. Nie musisz. Wystarczy, że podnosisz głos i patrzysz jak na obcą. [Refren] Rano mówisz, że nie pamiętasz, robisz mi herbatę, dwie łyżki cukru, tak jak lubię — to pamiętasz. A ja pamiętam za nas dwoje, co do słowa, co do sylaby, noszę to w sobie jak odłamek, którego nie widać. Ty przepraszasz za wieczór. Ja nie umiem zapomnieć zdania. [Zwrotka 2] Siostra pyta przez telefon: "u was wszystko dobrze?" "Dobrze" — mówię, i sama słyszę, że za szybko. Wkładam do pralki twoją koszulę, śmierdzi tamtą nocą, składam ją w kostkę, jakby porządek coś naprawiał. W niedzielę jesteś czuły, przykręcasz drzwiczki od szafki, całujesz mnie w kark przy zlewie, mówisz: "przepraszam, mała". I to jest najgorsze — że ten z niedzieli jest prawdziwy, tak samo prawdziwy jak ten z soboty. [Refren] Rano mówisz, że nie pamiętasz, robisz mi herbatę, dwie łyżki cukru, tak jak lubię — to pamiętasz. A ja pamiętam za nas dwoje, co do słowa, co do sylaby, noszę to w sobie jak odłamek, którego nie widać. Ty przepraszasz za wieczór. Ja nie umiem zapomnieć zdania. [Bridge] Słowa nie znikają rano. Nie parują razem z procentami. Siedzą z nami w kuchni i jedzą z nami śniadanie. [Outro] Dwie łyżki cukru. Pamiętasz. Kiedy chcesz.


