
[VERSE I] Na źrenicy tańczy złota fala, wezbrana słoneczną wędrówką - hen! Za moment zatonie świetlisty ptak, mknący po niebie jasnym łukiem dnia. [CHORUS] Złotem oblane miasto lnu, słonecznym pyłem spowite, skrzące się w zachodnim blasku, skryte w dolinie światła. Olśnione ostatnim tchem dnia, w przed-sennej gorączce drżące. [VERSE II] Już za moment zakończy jasny bieg, kryjąc się w skalistej szacie gór. Jeszcze ostatnie spojrzenie rzuca, nad dzwonnicą kreśli łuk promienny. [CHORUS] Złotem oblane miasto lnu, słonecznym pyłem spowite, skrzące się w zachodnim blasku, skryte w dolinie światła. Olśnione ostatnim tchem dnia, w przed-sennej gorączce drżące. [VERSE III] Majaczą kontury podniebnych wież, co dzień mierzących wędrówki tej czas. Nim dzwon zabije wieczerzy porę, zgaśnie — jak co dnia — ta gwiazda wśród gwiazd. [CHORUS] Złotem oblane miasto lnu, słonecznym pyłem spowite, skrzące się w zachodnim blasku, skryte w dolinie światła. Olśnione ostatnim tchem dnia, w przed-sennej gorączce drżące. [BRIDGE] Śnieżkę maluje na horyzoncie gęstym atramentem barwy nocy, obiecując jej rychły powrót dnia, gdy setki okien patrzą w milczeniu. [CHORUS] Złotem oblane miasto lnu, słonecznym pyłem spowite, skrzące się w zachodnim blasku, skryte w dolinie światła. Olśnione ostatnim tchem dnia, w przed-sennej gorączce drżące.

