
Wchodzę do baru, wszyscy gadają, ale nikt nie patrzy w moją stronę Przy stolikach śmiech, przy ladzie kolejka, a ja nie wiem po co tu w ogóle stoję Ktoś pyta co słychać, nie czekam na odpowiedź, bo każdy ma swoje sprawy na dziś Na zewnątrz autobus odjeżdża za szybko, jakby nawet on nie chciał mnie wziąć Kiedy nie pasujesz Ludzie mijają cię jak słup Kiedy nie pasujesz Każde zdanie brzmi nie tak Kiedy nie pasujesz Nikt nie pamięta skąd cię zna Kiedy nie pasujesz Łatwo zgubić własny głos W pracy mówią będzie dobrze, potem wracają do swoich maili Na klatce sąsiad udaje, że szuka kluczy, żeby nie musieć powiedzieć cześć Telefon świeci pustą listą, niby mam ludzi, ale nie mam do kogo pisać Włączam serial, żeby coś mówiło w pokoju, bo cisza potrafi być zbyt konkretna Kiedy nie pasujesz Ludzie mijają cię jak słup Kiedy nie pasujesz Każde zdanie brzmi nie tak Kiedy nie pasujesz Nikt nie pamięta skąd cię zna Kiedy nie pasujesz Łatwo zgubić własny głos Nie chodzi o wielki dramat, nie chodzi o filmowy ból Po prostu czasem siedzisz z ludźmi i czujesz, że jesteś gdzieś obok Nikt cię nie wyrzuca, nikt cię nie trzyma za drzwiami Ale kiedy wracasz wieczorem, wiesz że znowu wszystko niosłeś sam Kiedy nie pasujesz Nawet proste słowa ważą więcej Kiedy nie pasujesz Uśmiech wychodzi trochę krzywo Kiedy nie pasujesz Nie robisz scen, po prostu milkniesz Kiedy nie pasujesz Czekasz aż minie kolejny dzień Może jutro będzie lżej Może ktoś naprawdę spyta Może ja odpowiem szczerze Zanim znowu powiem nic

