
Możesz być gorszy od śmierdziela, Towar ze stoisk kraść w Pedecie, Lecz szanuj żonę przyjaciela, Bo to najświętsza świętość w świecie. Przyjaciel ufność ma na twarzy, Uśmiech ma słodszy niż maliny, Bo zaufaniem ciebie darzy I żonę, ten swój skarb jedyny. Właśnie wyjeżdża w delegację, Gdzieś do Przemyśla czy Hajnówki, Ty odprowadzasz go na stację, W policzki cmokasz z dubeltówki. Już oto pociąg was rozdziela, Z łoskotem pędzą w dal wagony. Nie idź do żony przyjaciela, Już lepiej wróć do własnej żony. Nawet gdy dobre masz zamiary, Gdy chcesz jej oddać przysług szereg, Przynieść sprawunki, umyć gary, Psa wyprowadzić na spacerek W ogóle pomóc w gospodarce, To skąd mieć możesz pewność, bracie, Że ci nie zbierze się na harce, Gdy zasiądziecie przy herbacie I gdy wyłoni się z fotela zupełnie nieoczekiwanie Kolano żony przyjaciela, Które ci kością w gardle stanie? O, wtedy będzie już za późno, Wtedy nie wyjdziesz już na schodki. Najpierw zaczniecie dosyć luźno, Jakieś prześmiewki i hihotki. "A kuku, jaka ładna rączka", Następnie jakieś szamotanie "O jejku, spadła mi obrączka" - Bęc, już jesteście na dywanie. I tu cię nagle onieśmiela, Świadomość ohydnego grzechu: "Jezu, ja ... żonę przyjaciela?!" No własnie, właśnie rzezimiechu. On tam pracuje, że aż chrzęści, W zimnym hotelu spać się kładzie, Załatwia zapasowe części, Lub dyskutuje na naradzie O bodźcach, o kooperacji. A w czasie gdy on stacza boje, Ty, nieodrodny syn sanacji, Z tępym uporem robisz swoje. Widzisz, wyrodku, już ci łyso, Już mniejszą chrapkę masz na babkę. Już się rozglądasz, gdzie tu drzwi są, Po spodnie sięgasz i po czapkę, Mamroczesz, bąkasz coś niezdarnie, Nie ten sam człowiek, nie ta klasa. Haha, nie ujdzie ci bezkarnie Ten podły cios poniżej pasa. O nie, albowiem los przydziela Blaski i cienie na dwie strony. Gdy ty u żony przyjaciela Jam wtedy był u twojej żony. == autor: Andrzej Waligórski == About a friend's wife You can be worse than a stinker, and steal goods from the stalls in Mall, But respect your friend's wife, Because it is the most sacred thing in the world. A friend has trust on his face, His smile is sweeter than raspberries, Because he trusts you, And his wife, his one and only treasure. He is just leaving on a business trip, Somewhere to Przemyśl or Hajnówka, You are seeing him off to the station, You are kissing him loudly on the cheeks. Now the train is separating you, The carriages are roaring away. Don't go to your friend's wife, It's better to go back to your own wife. Even when you have good intentions, When you want to do her a bunch of favors, Bring her groceries, wash the dishes, Take the dog for a walk, Help her with the household in general, How can you be sure, brother, That you won't get up to play, When you're sitting down to have tea, And when emerges from the armchair completely unexpectedly A friend's wife's knee, Which will stick in your throat like a bone? Oh, then it'll be too late, you won't go out on the porch anymore. First you'll start off quite loosely, Some mockery and hijinks. "A peek-a-boo, what a pretty hand," Then some scuffling "Oh my, my wedding ring fell off" - Bang, you're both already on the carpet. And here you suddenly get shy, Awareness of a hideous sin: "Jesus, I'm ... my friend's wife?!" Exactly, exactly, you cutthroat. He works there, like mad, In a cold hotel go to sleep, Arrange spare parts, Or discuss at a conference About incentives, about cooperation. And while he fights, You, a true son of Sanacja, With dull persistence you do your thing. You see, you the degenerate, you feel stupid, You already have less desire for a woman. You're already looking around, where the door is, You reach for your pants and hat, You mumble, stammer something clumsily, Not the same man, not the same class. Haha, you won't get away with That vile blow below the belt. Oh no, because fate allocates Light and shadow on two sides. When you were at your friend's wife I was at your wife's then.

