[Intro] [Szybkie tempo, dźwięk dzwonka rowerowego, a potem nagłe wejście syntezatorów] [Głos wokalisty, lekko zachrypnięty, jakby mówił do mikrofonu na festynie]: „Chciałbym... ekhm... podziękować za nominację... absolutnie nikomu. Bo i po co? Mam same brzydkie piosenki – o kępkach włosów w nosie i o tym ponurym grabarzu, co nie lubi swojej roboty. Ale wiecie co? Sam się wbiłem do tej zabawy! Wchodzę cały na biało, prosto w śmierdzących gumofilcach Mariana! Trzymajcie się mebli, bo zaczynamy!” [Verse 1] [Rytmicznie, prawie melorecytacja z uśmiechem w głosie] Smażę właśnie dżem z zepsutych kalkulatorów, Słońce dzisiaj pachnie jak zestaw kolorów. Mój kot kupił bilet na pociąg do szafy, Gdzie kaktusy grają w szachy na żyrafy. Podlałem herbatą papierowe gumiaki, Bo chciałem, by urosły w nich małe ślimaki. Zegar na ścianie zaczął szczekać na ser, A mój rower właśnie został szefem siekier! [Verse 2] [Zmiana tempa, bardziej melodyjnie] Wyprowadziłem na spacer stado bananów, Zjadłem zupę z guzików i starych ekranów. Księżyc ma dzisiaj twarz mojego sąsiada, Który w wannie z kisielem o fizyce gada. Jednorożec w kaloszach ukradł mi dżinsy, Teraz tańczy flamenco w środku prowincji. Nie pytaj mnie o drogę, bo mapa to ciastko, Które właśnie połknęło całe nasze miasto! [Chorus] [Bardzo melodyjny, wręcz hymnowy, łatwy do zapamiętania] To jest piosenka o niczym i o wszystkim naraz, Gdzie betonowy ogórek urządza nam taras! Ryby latają helikopterem z waty, A dżinsowa kurtka idzie dziś na narty. Nic tu nie pasuje, nic się nie zgadza, Abstrakcja po mózgu radośnie się przechadza! [Bridge] [Zwolnienie, głos staje się szeptany i zdezorientowany] Czekajcie... czy ja właśnie powiedziałem „pomidor”? Dlaczego w moim bucie mieszka właśnie kondor? Dlaczego ta zwrotka pachnie jak benzyna? I dlaczego ta piosenka wciąż się nie kończy, tylko zaczyna? [Guitar Solo] [Całkowicie szalona solówka, mnóstwo efektów, nagłe przejście w dźwięk fletu] [Verse 3] [Powrót do głównego rytmu, maksymalna energia] Ostatnia prosta, choć biegnę do tyłu, Zrobiłem naszyjnik z gwiezdnego pyłu. Podpisałem umowę z lodówką na sny, Teraz zamiast spać, jem papierowe łzy. Gdyby sens był prądem, to siedzę w ciemności, Ta piosenka to rekord świata w dziwności! [Outro ] [Muzyka powoli cichnie, wokalista brzmi, jakby sam nie wierzył w to, co zaśpiewał] Słuchajcie... ja naprawdę nie wiem, co tu się stało. Ten tekst w ogóle nie trzyma się kupy. Zacząłem od jednorożców w kaloszach, a skończyłem na lodówce. Sam nie rozumiem ani słowa, to absolutny brak logiki. Przepraszam, idę teraz prasować sałatę. [Dźwięk wyłączanego radia] [End]


