Song Cover Image

Ballada o bólu zęba

+ Show full styles

Ballada o bólu zęba, . . . Zlana zmęczeniem nie nadążała w polnej spiekocie pot oczy zżerał Niedożywiona sił już nie miała Gdzieś za nią Jasiu się poniewierał Pan był bogaty, obowiązkowy Strzelał do Rosjan i do Polaków Przyłożył lufę mamie do głowy Mama zniknęła w liściach buraków Malec jej szukał – gdzie się schowałaś? Znalazł ją w rzędach zadowoloną Wstawaj na nogi, pracować miałaś A tutaj leżysz z głową czerwoną . . Czemu ty płaczesz? – Pan się zapytał Marian się dusił, łzy go zdradzały Szczękę zaciskał, zębami zgrzytał Był tak dorosły i był tak mały Ząb mnie zabolał, mam zepsutego Bryczką do miasta pan kazał wsiadać Doktor mu wyrwał zęba zdrowego Teraz mógł płakać, nie musiał padać Na te kolana od modlitw zdarte Prosić o łaskę dla tych zgłodniałych Bać się o życie już gówno warte Dla tych bezbronnych i dla tych małych . . . . . Marian z kurnika jajka podbierał By Jasio przeżył gorzką niewolę Chłopczyk rumieńców trochę nabierał Dziecko zdrowiało, nie było chore Za dużą kromkę czerstwego chleba Pan w małej rączce zobaczył czarną Już leci Jasio do mamy do nieba Bo pan mu z lufy już w główkę palnął I nagle wszystkich zęby bolały I mroźna cisza właziła w plecy Miał siedem latek, był taki mały A pan był wielki, strzelał dla hecy . . Czemu ty płaczesz? – Pan się zapytał Marian się dusił, łzy go zdradzały Szczękę zaciskał, zębami zgrzytał Był tak dorosły i był tak mały Ząb mnie zabolał, mam zepsutego Bryczką do miasta pan kazał wsiadać Doktor mu wyrwał zęba zdrowego Teraz mógł płakać, nie musiał padać Na te kolana od modlitw zdarte Prosić o łaskę dla tych zgłodniałych Bać się o życie już gówno warte Dla tych bezbronnych i dla tych małych