(Nie wierzę w miłość) (Nie wierzę w miłość!) Mówią, każdy cynik był kiedyś romantykiem Idealistą, który przegrał z tym światem Lecz jak ktoś, kto chodził z głową w chmurach Może być teraz z miłością na bakier? (ha!) Musiał zepchnąć uczucia w otchłań swej duszy Emocje zakopać w głębinach serca Na tej wojnie nikt nie siedzi w okopach To wieczna bitwa w miłości rozterce To cynizm, to cynizm, on rodzi się z bólu I rozczarowania dziejami życia Bo koleje losu się piętrzą jak problemy A wrogowie ciągle czyhają z ukrycia Czy jestem cynikiem? Jak mogę nim nie być? Skoro już nic nie przesłania mi oczu I widzę wszystko takim, jakie jest I nie miewam już żadnych snów proroczych Nie wierzę w Tarot (nie!), nie wierzę w bajki Nie wierzę w Boga, ani w miłość Nie wierzę w sens, bo nie ma znaczenia Na tym świecie rządzi tylko zawiłość Zgnilizną śmierdzi ten świat pełen trupów I jak tu wierzyć w miłość, no jak? Tu każdy na każdego krzywym okiem łypie I nikt nie jest w stosunkach za pan brat Tak, jestem cynikiem—nie zawsze nim byłam Lecz gdzieś po drodze swą wiarę straciłam Nadzieję i miłość (taaa), te trzy jędze Które sprawiają, że w sercu goręcej W mym sercu trwa chłód, to wieczna Syberia A mój cynizm to żadna fanaberia Logiczna odpowiedź na świata zranienie Bo moje serce nie było kamieniem Lecz teraz się skamieniałością obleka Bo zegar wybija, czas na nikogo nie czeka I choć się wydaje, że człowieczeństwo ucieka... To nadal nie wierzę w miłość—miłość to tandeta