
1 maja to najbardziej polaczkowe święto: tłusty, durny janusz zeżre najtańszą kiełbę z biedry i nawali się plebso-piwskiem, jego równie tłusta i durna grażyna będzie zrzędzić cały dzień i nawali się podróbą martini, ich seba pójdzie nad okoliczną smródkę z kumplami i obalą litra ciepłej parkowej, zażerając najtańszymi czipsami i drąc ryło będzie się wymądrzał o piłce kopanej, ich karyna pójdzie z psiapsi do klubu gdzie obsmyczy min. 3 czarne knagi. I tak się żyje w tym kraju.

