<verse> Nie czuję nic, tylko szum, Jakby mnie porwał szary tłum. Kolory zbladły, smak zanikł gdzieś, Codzienność boli, boli każdy dzień. Lustra kłamią, nie widzę się, A w moim ciele pustka jest. Nie chce się śmiać, nie chce się żyć, Brakuje sił, by po coś iść. <chorus> Gdzie jest dopamina, gdzie serotonina? Zniknęły jak sen, który znowu się urywał. Została cisza w synapsach i chłód, Jakby mózg nie wiedział, że mam jeszcze puls. Gdzie jest radość? Gdzie cień nadziei? Gdzie jest kres tej emocjonalnej zawiei? I wołam o pomoc, choć nikt nie słyszy. Zgubiłem siebie w chemicznej ciszy. <verse> Znów budzik dzwoni, a ja nie chcę wstać, Nie widzę powodu, nie umiem z życia brać. Szukam pocieszenia w nałogu, jednym z kilku. Nie wiem, czy to smutek, czy już brak instynktu. Ktoś pyta, „co słychać?”, „dobrze jest”. Kłamstwo to zbroja, którą noszę co dzień. A we mnie burza, której nikt nie widzi. Tęsknię za życiem w wewnętrznej ciszy. <verse> Gdzie jest dopamina, gdzie serotonina? Zniknęły jak światło, w ciemnej dolinie. Został tylko cień, jak pieśń bez słów, Jak melodia zagrana z rozsypanych nut. Gdzie są kolory? Gdzie bicie serca? Czuję się jak własnych marzeń morderca. Patrzę w sufit i mówię bez głosu Czy jeszcze będę panem swego losu? <verse> To nie lenistwo, to nie zły dzień. To organiczna chemia, co nie słucha mnie. Nie szukam litości, tylko światła promieni, Choćby najmniejszych, by znów się odmienić. <outro> Gdzie jest dopamina, gdzie serotonina? Czy wrócą jak wiosna gdy kończy się zima? Czekam na moment, na impuls, na cud. By znów poczuć, że jestem tu. Gdzie jest dopamina, gdzie serotonina? Moje ciało tylko ich się dopomina. Jak pustynia proszę o deszcz co dzień. Organiczną chemię, co nie słucha mnie. (dopamina) (serotonina) (Organiczna chemia, co nie słucha mnie) (dopamina)