
Nadczłowiek (Ver. 1)
Jestem niczym Atlas Niosę na swoich barkach Ciężar całego świata Robię to całkiem sama Jestem też Syzyfem Bo ciągle wtaczam głaz Choć otoczona syfem Nie pomógł nikt choć raz Jestem Herkulesem Bo mam nadludzką siłę Niejeden heros by zapłakał Nad losem tak zawiłym Bo jestem całkiem sama Nie pomoże żaden Zeus On prędzej ześle karę Cierpię jak Prometeusz Żadna ze mnie Wenus Prędzej Hera czy Meduza Z zazdrości mogę zabić A wzrok mój jest jak burza Może jestem bohaterką Pieprzoną superwoman Lecz jest mi mega ciężko Kto czynów mych dokona? Nikt nie złapie za rękę Nie poda pomocnej dłoni Gdy tonę w wód głębinach Czy nikt mnie nie ochroni? Samotny los herosa Wojownik walczy sam Lecz czy u kresu mej wędrówki Stanę u Olimpu bram? Wyidealizowana Nie wiem skąd czerpię siłę Uprzedmiotowiona Od kołyski do mogiły Stawiają na piedestale Bo przecież radę dam A w środku płacze dzieciak Który jest całkiem sam I co mi po tych mięśniach Po rzucaniu piorunów Po wszystkich supermocach Wywoływaniu tajfunów To wszystko się na końcu Obraca przeciw mnie Bo jestem nadczłowiekiem W ich oczach—(co nie?) Saturn zjada swoje dzieci Lecz jestem Koziorożcem Niezłego mam tatusia (ha ha) Nie dane mi być owcą Ja muszę być kozą Która ciągle się wspina Nie ma miejsca na wrażliwość Bo któż ten świat utrzyma? Zepchnięta do Hadesu Jedynym przyjacielem Jest bycie za pan brat Z trójgłowym psem Cerberem Inni łypią krzywym okiem Czasem zazdroszczą mi Lecz sława jest jak brzemię Powstałe z łez i krwi I pieprzonego potu Co zalewa mnie jak fala Ten wyczyn jest nadludzki Lecz nadal toczę sama Kamień odpowiedzialności Za losy tego świata On spoczywa na mych barkach Mroczna jest ta poświata Nikt nie złapie za rękę Nie poda pomocnej dłoni Gdy tonę w wód głębinach Czy nikt mnie nie ochroni? Samotny los herosa Wojownik walczy sam Lecz czy u kresu mej wędrówki Stanę u Olimpu bram? Wyidealizowana Nie wiem skąd czerpię siłę Uprzedmiotowiona Od kołyski do mogiły Stawiają na piedestale Bo przecież radę dam A w środku płacze dzieciak Który jest całkiem sam I co mi po tych mięśniach Po rzucaniu piorunów Po wszystkich supermocach Wywoływaniu tajfunów To wszystko się na końcu Obraca przeciw mnie Bo jestem nadczłowiekiem W ich oczach—(co nie?) Chciałabym być jak Apollo Lecz muszę być Aresem Bo ciągle toczę wojny Z tego świata bezkresem I przeciwko sobie samej Jestem swoim przeciwnikiem I kiedyś wiem, upadnę Z ostatnim wydanym krzykiem— No chyba że pomożesz Że ofiarujesz rękę Czasem może przytulisz A ja Ci dam w podzięce Swój najpiękniejszy uśmiech A może czasem łzy Bo mam dość bycia samą— Lecz gdzie się podziewasz Ty? Może też jesteś herosem Może toczysz swoje walki I może też upadasz Pod ciężarem świata całkiem Lecz może gdyby razem Gdyby połączyć siły... Świat przestanie być tak straszny (Więc co sądzisz, mój miły?) Wyidealizowana Nie wiem skąd czerpię siłę Uprzedmiotowiona Od kołyski do mogiły Stawiają na piedestale Bo przecież radę dam A w środku płacze dzieciak Który jest całkiem sam I co mi po tych mięśniach Po rzucaniu piorunów Po wszystkich supermocach Wywoływaniu tajfunów To wszystko się na końcu Obraca przeciw mnie Bo jestem nadczłowiekiem W ich oczach—(co nie?) Wyidealizowany Nie wiem skąd czerpiesz siłę Uprzedmiotowiony Od kołyski do mogiły Stawiają na piedestale Bo przecież radę dasz A w środku płacze dzieciak— Więc co naprawdę z tego masz? I co Ci po tych mięśniach Po rzucaniu piorunów Po wszystkich supermocach Wywoływaniu tajfunów To wszystko się na końcu Obraca przeciw Tobie Bo jesteś nadczłowiekiem (Czy to się kończy w grobie?) (grobie... grobie...) (yo) Czy to się kończy w grobie? (aha) Czy Olimp jest tego wart? Czy lepsza jest Valhalla Niż godnie przeżyć świat? (świat... świat... świat...)

