
[Intro] [Languid electric guitar riff, moody atmosphere] [Verse 1] W sobotę budzę się, czuję głód Trącam swą kulinarną strunę Nie stroi dzisiaj, czuję chłód Z łóżka się chyba dziś nie zsunę Jednak wychodzę, trzaskam drzwiami Nie golę się, okna zasłaniam Z lodówki woń, mięso krwawi Znowu w myślach siebie poganiam [Chorus] [Build up, energetic guitars] Chodzę po mieście Bez żadnego celu Coś mógłbym zrobić pożytecznego Gdyby nie kurier Pewnie bym nie wrócił Znowu kupiłem Coś zbędnego [Verse 2] Przyspieszam i przewietrzam głowę Mijam ludzi z psami na smyczy Nie mam ochoty na rozmowę Telefon znów kroki policzy Mijam budę z kiepskim kebabem Kupuję wrapa z falafelem Łykam ponownie coś na zgagę Bayern znowu przegrał z Realem [Chorus] Chodzę po mieście Bez żadnego celu Coś mógłbym zrobić pożytecznego Gdyby nie kurier Pewnie bym nie wrócił Znowu kupiłem Coś zbędnego [Bridge] [Slower tempo, reflective, soft guitar solo] Weekend się kończy, coś uciekło Nie pobiłem rekordu świata Na końcu raju, gdzie jest piekło Pracuję w kajdankach ze złota [Verse 3] Dostaje przelew, nie marudzę Tydzień zaczyna się wypchany Kończy w sobotę, gdy się budzę Scenariusz został napisany [Chorus] [Maximum energy, anthemic] Chodzę po mieście Bez żadnego celu Coś mógłbym zrobić pożytecznego Gdyby nie kurier Pewnie bym nie wrócił Znowu kupiłem Coś zbędnego [Outro] [Fading guitar melody] Znowu kupiłem... Coś zbędnego... [End]

