
Gdy Piastów korony w proch się stoczyły, A Jagiellonów blask rósł nad krajem, W wielkopolskiej ziemi, wśród pól i mgły, Pałuckie wiatry śpiewały swój taniec. Tam, w Żninie, przy rynku pachnącym chlebem, Stał dom z cegły, z piecem gorącym jak słońce, Tam piekarz, człek prosty, lecz dumny z rzemiosła, Rozniecał ogień, co karmił tysiące. Wśród mąki i ognia rodził się ród, Co chlebem i mieczem pisał swój cud. Ojciec – piekarz, syn – nowy świt, Tak powstał ród Piekarzewicz. Ojciec mąkę ważył, sól w dłoni siał, Bochen formował z modlitwą cichą, Lecz syn jego, młody jak pszeniczny kłos, Marzył o polach bitewnych, nie o dzieży. „Niech inni karmią świat chlebem codziennym, Ja chcę, by pamięć o mnie trwała w stali!” Rzekł tak do ojca, co spojrzał smutnie, Lecz w oczach dumy iskra się paliła. Wśród mąki i ognia rodził się ród, Co chlebem i mieczem pisał swój cud. Ojciec – piekarz, syn – nowy świt, Tak powstał ród Piekarzewicz. Dał mu ojciec miecz – pamiątkę po Piastach, Zardzewiały, lecz wierny jak wiara. „Niech ci służy, synu, gdy świat się odmienia, Niech pamięta, skąd twoja ofiara.” Syn ucałował dłonie spękane, Wyruszył w dal, ku krzyżackim granicom, Tam, gdzie sztandary Jagiellonów płonęły, Tam zaczęło się imię – w ogniu i przysiędze. Wśród mąki i ognia rodził się ród, Co chlebem i mieczem pisał swój cud. Ojciec – piekarz, syn – nowy świt, Tak powstał ród Piekarzewicz. W kronikach pisano: „Wójt z Bobrownik, Z Żnina rodem, zwie się Piekarzewicz.” W służbie cystersów, w służbie Koronie Łączył sprawiedliwość z honorem i mieczem. Z chleba i z żelaza – dziwny to splot, Co w herbie duszy dwa znaki niesie: Ogień pieca i stal w dłoni – Tak w pałuckiej ziemi imię się niesie. I gdy chleb pachnie, a piec się żarzy, A rycerz wspomina w polu modlitwę, Wiedz, że w tym bochnie, w tym cieple i blasku Wciąż żyje duch — Piekarzewicz.

