Song Cover Image

v03PPRty

V4.5-ALL

[Intro: Slow crying slide guitar, dark acoustic blues intro] [Verse 1: Raw raspy male vocals, spoken word blues] To jeden wieczór z tych, w którym kończą się żarty debetem Zapierdala wszystkie kredytowe karty Jak się tańczy, gdzie się nie popatrzy Otworzyć mam zaszczyt pata-lodzi party Bierem trzy po półtorej na łebka, ekstra Taka w klubie wixa, totalna najebka Żona dzwoni telefonem, a ty z wyjebaniem ustawiasz wyciszone Ta, to jest bal do białego rana Zaciął się pat, ziomek miał coś do przyjebania Na na na na, cały dzień balony I wam kurwa kraczą wrony, orzesz pierdolony Sytuacja specyficzna, gruda w chuj chemiczna Ciężka jak Pakistan, podczysta, laboratoryjna, a dzisiaj jest sterylna [Chorus: Haunting, emotional female vocal, melodic and soaring] Nad wodą chciałbym się ładnie zestarzeć... Gdzieś między niebem a dnem... Gdy wokół patology party trwa... [Verse 2: Raw raspy male vocals, dramatic delivery] Wybijacie z chaty, drugi dzień w melanżu Wydzwaniacie szmaty, które również w tańcu banszują Dobre z nich akrobatki, kondomy, WD, szlugi kupujecie na stacji Trochę mało dyskretnie bywa w kawalerce Ziomek z tamtą drugą zamyka się w łazience, będą gięte Ona wybiera pornola, łapiesz ją za pizdę, jest mokra jak woda Tak się bawi patola, suka jest na tyle ostra W szpilkach wbija w wyro i daje ci się związać, bondaż Tak się bawią rapery, spokojnie, wasze córki odstawimy golfem cztery Pod sam blok, każdy jest dorosły Dziś wolę nimfomanki, wczoraj wolałem związki Ale serce nie sługa i kutas nie dupa, woli się wyruchać [Guitar Solo: Long, emotional electric blues guitar solo, Led Zeppelin style] [Verse 3: Raw raspy male vocals, fast but bluesy tempo] Warszawa nie Miami, chyba żeś trochę przesadził Uciekasz na fazie ze szpitala z wenflonami Patolodzy party zaczynamy, krążą gramy Zawsze ktoś gdzieś jest nieźle wyjebany Niezły kocioł, ręce się pocą, ona puszcza oko A, zajebista, lubię wodę głęboką Z koleżanką stryk foto, syc spoko, ktoś obok upierdolił mordo Mordo, patrzę na nią, ona jakaś przestraszona Patrzy za siebie, a tam kurwa wojna, noc niespokojna Ekipa na ekipę plus ochrona, ja napierdolony jak stodoła Ktoś dzwonił, mój ziomal: "Przyjedź po mnie, bo zawijać się pora" On: "Chwilę, bo to Wola", podbiegam do niej, jedno pytanie padło Dobra, jadę z nią, nie wiedziałem, że pójdzie tak łatwo, będzie hardcore Palę szluga, znów czekając na koleżkę, tam ze dwóch już w herce Dobra jest, spędzę, on mówi: "Zahaczamy gdzieś jeszcze?" Wrzucę paczkę i odwiozę was pod klatkę, więc ustawiam stawkę Jak zawsze zaraz mi rozjebie czaszkę, choć już nie awanty Spotkała swoje koleżanki, jedziemy, wyciągam banknot I pyta, czy nie mam karty, zagrzana jak piekarnik Jadę z nią w dzisiejszą noc, będzie kontro zwarty Chuj w ten kwit, jutro będziemy się martwić [Outro: Slow dramatic guitar riff, blues harmonica fade out]