
[Verse 1] [Intro] [Slow ambient piano pads and deep pulsing bass] [Verse 1] [Deep male vocal, close to mic] Wynająłem pokoik na Hożej. Zamiast okna – matowa mgła. W pustej szafie wieszam garnitur, Cień na ścianie ma moją twarz. Tuwim pisał o nędzy i złocie, Ja mam tylko ten blady świt. Wyciszam telefon na noc, Od tygodnia nie dzwoni już nikt... Od tygodnia nie dzwoni już nikt. [Chorus] [Melancholic strings swell, emotional peak] A we mnie... zakochany nędzarz śpi. Milioner... bezwartościowych dni. Po co mi to złoto, po co cały ten świat? Skoro przytomnie... Tak potwornie... Ciebie mi brak. [Verse 2] [Bass continues steady, piano chords] [Deep male vocal] Ludzie idą przez puste ulice, Każdy niesie swój własny lęk. Znamy wszystkie mądre słowa, Gdy szukamy w nich jakiegoś sensu. Patrzę na te szklane domy, Zegarek odmierza mi czas. Siedzimy tak strasznie dumni, A chłód... powoli wycisza nas. [Chorus] [Full emotional depth] A we mnie... zakochany nędzarz śpi. Milioner... bezwartościowych dni. Po co mi to złoto, po co cały ten świat? Skoro przytomnie... Tak potwornie... Ciebie mi brak. [Outro] [Music starts to fade, instrumentation drops out] [Only quiet bass and piano] Ciebie mi brak... Tak potwornie. Zamiast okna... matowa mgła. [Fade out to silence] [End]

