
Czasami mam takie myśli, żeby odpuścić ten wyścig. Czasami nawet mi się to przyśni. Że choć rozpędzony jak lokomotywa, staję nagle i łapię powietrze. a ciepły deszcz po mnie spływa. I nie uciekam, lecz niespiesznie pozwalam mu zmyć to, co czyni mnie tym, kim nie chcę już być. Musisz szybciej, więcej Przychodź wcześniej potem zostań dłużej wychodź później albo wcale najlepiej. Ktoś zaciera ręce, za Twe zdrowie, jego nowe Merce. okupione, pracuj jeszcze więcej. pracuj jeszcze więcej. Przecież możesz, sił Ci starczy jeszcze Czasami mam takie myśli, poczekać żeby wszyscy wyszli. Czasami nawet mi się to przyśni i to całkiem przyjemna perspektywa, zabieram rzeczy i łapię powietrze, a cały stres ze mnie spływa. I nie uciekam, lecz niespiesznie zaczynam znów żyć, by nie być już tu, gdzie wcale nie chcę być. Musisz szybciej, więcej Przychodź wcześniej potem zostań dłużej wychodź później albo wcale najlepiej. Ktoś zaciera ręce, za Twe zdrowie, jego nowe Merce. okupione, pracuj jeszcze więcej. Przecież możesz, sił Ci starczy jeszcze. Czasami mam takie myśli, mieć dom wśród gałęzi i liści. Czasami nawet mi się to przyśni i to brzmi jak piękna alternatywa, oddycham słońce i widzę powietrze, a ich dotyk na mnie spływa. I nie uciekam, lecz niespiesznie zaczynam znów żyć, by w końcu być tu, gdzie zawsze chciałem być. Czasami mam takie myśli, żeby odpuścić ten wyścig, zbudować dom pośród liści, niech to znów mi się przyśni.

