Song Cover Image

Wieczny Patrol

V6-MINI

Wrzesień, tysiąc dziewięćset trzydziesty dziewiąty. Noc z siedemnastego na osiemnastego. Czerń portu. Łańcuch. Tallin dusi światła. Siekiera tnie żyły cu-m. Strażnicy milkną w dłoniach. Kadłub drży, wychodzi z zatoki. Pod gradem kul i snopem reflektorów. Orzeł szarpie się wolny! Bałtyk bez mapy. Tylko gwiazdy w głowie Grudzińskiego Wzrok z lodu i stali. Sund zaciska zęby, Idziemy przez gardło Jak wyplute przekleństwo. Orzeł! Bez mapy – tylko żelazo i pamięć! Orzeł! Przez miny, przez ciemność, przez śmierć! Orzeł! Z klatki prosto w wolność! Orzeł! Niezłomny. Wieczny. Nasz. Prasa grzebie nas w atramencie. Londyn skreśla nazwę z list. A ze szkockiej mgły wychodzi cień – Rdzawa stal, co nie dała się morzu. Lirka bije w osłupiały port. Uznany za trupa wraca do walki! Kwiecień, tysiąc dziewięćset czterdziesty. Norweski fiord. peryskop tnie lodowatą pianę. Na celowniku „Rio de Janeiro” – Transport pełen żołnierzy i stali. Torpeda, płomienie i krzyk! Cios w serce inwazji, Nim padł rozkaz szturmu! Orzeł! Bez mapy – tylko żelazo i pamięć! Orzeł! Przez miny, przez ciemność, przez śmierć! Orzeł! Z klatki prosto w wolność! Orzeł! Niezłomny. Wieczny. Nasz. dwudziesty trzeci maja. Rosyth zostaje za rufą. Grudziński prowadzi na misję. Fale biorą nazwę. Radio milknie. Gwiazdy gasną jedna po drugiej. Orzeł… Poszedł na wieczny patrol. Orzeł… Bez powrotu. Bez grobu. Orzeł… Pływa w nas. Orzeł… Nigdy nie zatonął. Tylko stal. Tylko cień. Tylko Orzeł.