
Endzi na osiedlu zna każdy zakręt i skwer, gdy ktoś tracił oddech, mówiła: „hej, dasz radę - wdech”. Lojalna jak straż przy drzwiach, gdy noc niesie chłód, a gdy świat się przewracał - ona stała, nie drgnął jej grunt. Uparta jak śruba w starym rowerze po rdzy, jak mówiła „dam radę” - to robiła, bez gry. Zawsze uśmiechnięta, choć w dłoniach miała kurz, na twarzy miała lato, nawet kiedy szczypał mróz. I każdy mówił: „Endzi, ty masz w sobie ogień”, bo niosła cudze ciężary, jakby były jej losem. A kiedy serce pękało, mówiła tylko: „trudno”, i robiła kolejny krok - aż znów było spokojniej, cicho. Endzi, Endzi - śmiech i hart, Endzi, Endzi - cały świat. Lojalna, twarda, serce ma, a na jej twarzy zawsze blask. Na bazarku brała jabłka - dla sąsiadki, dla psa, sprzedawca znał jej serce, więc dorzucał jej dwa. Gdy ktoś mówił „nie wyjdzie”, ona śmiała się w głos, bo wiedziała, że nawet deszcz ma swój własny los. Miała notes pełen marzeń, spięty gumką jak plan, każdy cel był jak schodek, choć prowadził pod wiatr. Mówiła: „po co skręcać, skoro prosto się da”, a potem brała zakręt - i znów była o krok przed nami, jak znak. I ludzie szli za nią, bo miała swój rytm, nie musiała nic mówić - wystarczał jej błysk. Lojalna do bólu, lecz w spojrzeniu coś drgało, jakby wiedziała wcześniej, kto pierwszy się złamie i czemu tak się stało. Endzi, Endzi - śmiech i hart, Endzi, Endzi - cały świat. Lojalna, twarda, serce ma, a na jej twarzy zawsze blask. I dopiero na końcu, gdy ucichły rozmowy, wyszło, że Endzi nie była „twarda” - tylko ćwiczyła te drogi. Każde jej „dam radę” miało ciężar i sens, bo kiedy wszystko się sypało - ona ratowała się w ten sposób, wbrew. Na ostatniej stronie notesu, pod datą i plamą po kawie, napisała: „uśmiech to zbroja, gdy świat chce cię złamać na zawsze”. Więc gdy pytasz, skąd siłę brała w najgorszy dzień, odpowiedź jest prosta - ona ratowała siebie… zanim zdążył ktoś inny, wiesz.

