
<verse> często wspominam ten park, sprzed lat, w którym tak lubiliśmy siedzieć i stać Wspominam letnie wieczory, ten czas, kiedy słońce roztaczało złoty blask by przechodząc w czerwień w Wiśle znów gasł a zmęczone miasto znowu kładło się spać My woleliśmy wtedy tam być i się śmiać. Rozmowy o wszystkim mogły tak trwać Dopóki mieliśmy siłę by stać. <bridge> Noc pachniała lipą i papierosem butelki stały w torbie przy nodze Za nami ławki, murek i latarni odbicie przed nami schody, Wisła i całe życie. <chorus> Piliśmy czystą w parku nad Wisłą ciepły wiatr niósł śmiech nad wodą nisko choć nie mieliśmy nic, to mieliśmy wszystko żyliśmy bez trosk i strachu o przyszłość. gdy piliśmy czystą w parku nad Wisłą, piwo i czystą w parku nad Wisłą. <verse> często wspominam ten park, sprzed lat. gdzie tak spokojnie płynął nam czas. gdzie mogłem poczuć się wolny jak ptak kiedy mijam te miejsca za dnia. Widzę nasze ławki i murki nasz świat. Widzę cień chwil, który już rozwiał wiatr zmian Może jeszcze kiedyś spotkamy się tam? Niech wybrzmi echo tych lat kolejny raz. <bridge> noc nie pachnie już lipą i papierosami tęsknię za płynącym wolno czasem bez granic, za beztroskim śmiechem w parku za blokami i za tym wszystkim, co było między nami. <chorus> Piliśmy czystą w parku nad Wisłą ciepły wiatr niósł śmiech nad wodą nisko choć nie mieliśmy nic, to mieliśmy wszystko żyliśmy bez trosk i strachu o przyszłość. gdy piliśmy czystą w parku nad Wisłą, piwo i czystą w parku nad Wisłą.

