
Najpierw zabrali tych, którzy myśleli… Potem tych, którzy pamiętali… W listopadzie zamknęli uniwersytecką salę, Profesorowie przyszli na ostatni wykład. Wyszli stamtąd tylko w jedną stronę, W stronę, z której nikt już nie powraca. Kraków jeszcze spał, gdy zabierali mądrość, Lwów zamarł w milczeniu, gdy nadeszła noc. Listy śmierci były gotowe od dawna, Czarne kreski skreślały polską moc. Nie strzelali tylko w ludzkie ciała, Strzelali w pamięć, naukę i słowa. Do wszystkiego, co miało głębokie korzenie, By nigdy nie przyszła żadna odnowa. Chcieli zostawić ten naród bez głowy, Żeby ślepe ciało bez walki uległo. Żeby dzieci nie znały swoich nazwisk, A książki spłonęły razem z ich imionami. To nie była wojna o zwykłą ziemię, To była wojna o polską duszę! Odcięli nam głowę o samym świcie, Byśmy nie wstali przez całe stulecie! Głowa narodu leży w cichych dołach, Głowa narodu – bezimienny cień... By nad nami nie wstał nowy dzień! Palmiry, Piaśnica i Wzgórza Wuleckie, Sachsenhausen, Dachau, ślepy, zimny mur. Geniusze we Lwowie wszy karmili krwią, By wyżebrać życie i przeczekać mrok. Nie pytali wcale o jakąkolwiek winę, Pytali o nazwiska wypisane z kart. I o to, czy ktoś po latach zapłacze, Gdy wiatr po nich zasypie ostry, zimny piach. Chcieli narodu całkowicie bez pamięci! Chcieli narodu zdeptanego, bez głosu! Żebyśmy w mroku głęboko zapomnieli, Jak własne imię wymówić w gęstwinie losu! Ale ta ziemia nie przyjmie milczenia! I czasem w nocnym, lodowatym wietrze, Słychać te nazwiska wołane z imienia, Niesione cicho przez czarne powietrze! To nie była wojna o zwykłą ziemię, To była wojna o polską duszę! Odcięli nam głowę o samym świcie, Byśmy nie wstali przez całe stulecie! Głowa narodu – lecz korzenie trwają, Głowa narodu w cichych dołach śpi... A nowe drzewa z nich wciąż wyrastają! Pamiętajcie tych, których zabrali pierwsi… Bo bez nich mieliśmy przestać istnieć.

