[INTRO — półszept] Urodzony… by się zakochać. No świetnie. Tyle rzeczy można było dostać od życia… a ja dostałem serce. I jeszcze nie nauczyłem się, gdzie jest przycisk „wyłącz”. [ZWROTKA 1] Zrobiłem zdjęcie swoich blizn, żeby pamiętać, skąd tu jestem. Nie dla litości. Dla pamięci. Każda mówi: „Tu przegrałeś”. Każda odpowiada: „Ale nie zostałeś”. Dorosłość? Wpadła bez pukania, wyjebała drzwi z futryny i powiedziała: „Radź sobie”. Śmieję się przez zęby, bo co innego zostaje. Wojna w głowie, dzieciństwo w plecaku, a na plecach tyle historii, że można by nimi ogrzać mieszkanie. Prosiłem Boga o kwiaty. Dostałem deszcz. Prosiłem o spokój. Dostałem charakter. Prosiłem o miłość… No i kurwa, to akurat dostałem. Tylko instrukcji obsługi nie dołączyli. Każdy błąd zostawił ślad, ale żaden nie zabrał mi drogi. Miałem wracać do punktu wyjścia. Zamiast tego postawiłem tam fundament. Rzucam pewną wypłatę, łapię mikrofon, mówię prawdę. Czy to rozsądne? Nie. Ale wtedy jeszcze udaję, że rozsądek to coś, co się wybiera. Nie żałuję tego, co bolało. No dobra. Niektórych rzeczy żałuję jak skurwysyn. Ale nawet one czegoś mnie nauczyły: że można dostać po dupie i nadal iść, że można stracić wszystko i nadal mieć siebie. [PRE-CHORUS] Najpierw podłoga. Potem kawałek miejsca. Potem własny dach. Dzisiaj patrzę wyżej, ale pamiętam, jak wyglądało dno. Nie dostałem skrzydeł. Dostałem blizny. I chyba wystarczyło. [REFREN] Urodzony, by się zakochać, urodzony, by się zakochać. Choć życie nie rozpieszczało mnie, urodzony, by się zakochać. Choć nieraz zamykałem serce na klucz, urodzony, by się zakochać. Mam blizny, mam swoje lata, mam za sobą niejeden ciężki dzień. A mimo tego, kiedy pytasz, czego chcę — jeszcze kochać, jeszcze żyć, jeszcze mieć po co wstawać. Urodzony, by się zakochać, urodzony, by się zakochać. No kurwa. Przecież mogłem zostać księgowym. [ZWROTKA 2] Tu już nie ma śmiechu. Jest zmęczenie, które udaje obojętność. Nikt nie pyta, ile waży cisza, kiedy wracasz sam do pustych ścian. Nikt nie widzi, jak człowiek przegrywa sam ze sobą. Więc czasem mówię: „Jebać miłość!” Ale to już nie brzmi jak siła. Bardziej jak obrona. Jebać związki! Jebać obietnice! Jebać kolacje przy świecach, motylki w brzuchu i „będziemy razem na zawsze”! Na zawsze? Dajcie spokój. Ja czasem nie wiem, co będę jadł jutro, a ktoś mi proponuje wieczność. Genialny plan. Miłość? Nie, dziękuję. Już korzystałem. Związki? Proszę bardzo. Ale najlepiej w telewizji. Serce? Na klucz. Klucz? W pizdu. Koniec tematu. Tylko że teraz już wiem, że to nie działa. Bo serce nie słucha logiki. I to jest problem. Mogę mówić: „Jebać miłość”. Mogę udawać, że nic mnie nie rusza. A potem ktoś się uśmiechnie i cały plan idzie się jebać. Jedno spojrzenie. Jedno „chodź”. I już. Znowu wierzę. Znowu otwieram drzwi, które przysięgałem zamurować. Brawo, Krystian. [PRE-CHORUS 2] Najpierw podłoga. Potem cztery ściany. Potem własny klucz. Dzisiaj nie proszę świata o miejsce przy stole. Sam je buduję. A jak się zawali? To trudno. Już wiem, gdzie kupić łopatę. [REFREN 2] Urodzony, by się zakochać, urodzony, by się zakochać. Choć życie nie rozpieszczało mnie, urodzony, by się zakochać. Choć nieraz zamykałem serce na klucz, urodzony, by się zakochać. Mam blizny, mam swoje lata, mam za sobą niejeden ciężki dzień. I mimo całego tego burdelu — jeszcze kochać, jeszcze żyć, jeszcze mieć po co wstawać. Urodzony, by się zakochać, urodzony, by się zakochać. Tak. Niestety. [BRIDGE — ciszej] I tu coś się zmienia. Może dlatego tyle razy traciłem grunt pod nogami, żeby zrozumieć, że nie muszę być niezniszczalny. Wystarczy, że będę prawdziwy. Nie każdy koniec jest końcem. Nie każda rana musi zostać blizną na zawsze. A ja? Nadal jestem tym idiotą, który po całym tym gównie potrafi powiedzieć: „Dobra. Spróbujmy jeszcze raz”. Ale teraz już bez udawania, że to mnie nie kosztuje. [BUILD] Jeszcze jeden oddech. Jeszcze jeden krok. Jeszcze jedna noc. A potem światło. [KRÓTKA CISZA] I tym razem… nie odwracam wzroku. [DEEP BASS HIT] [FINAL REFREN — MAXIMUM] URODZONY, BY SIĘ ZAKOCHAĆ! URODZONY, BY SIĘ ZAKOCHAĆ! Choć życie nauczyło mnie zaciskać pięści, urodzony, by się zakochać! Choć łatwiej było zamknąć serce niż je otworzyć, urodzony, by się zakochać! Mam blizny, mam swoje lata, mam za sobą niejeden ciężki dzień! ALE JESZCZE JESTEM! JESZCZE CZUJĘ! JESZCZE POTRAFIĘ KOCHAĆ! URODZONY, BY SIĘ ZAKOCHAĆ! Bo znam siebie. Powiem: „nigdy więcej” i i tak wrócę. Ale teraz już wiem, że to nie słabość. To ja. Nie idealny. Nie niezniszczalny. Ale żywy. URODZONY, BY SIĘ ZAKOCHAĆ! [OUTRO — ironicznie, ale spokojniej] Miałem być mądrzejszy. Miałem zamknąć serce. … Urodzony, by się zakochać. Cholera. Znowu. Ale tym razem już trochę mniej się z tego śmieję. I chyba właśnie o to chodzi.


