
Radom Prime
[Tylko czysta, lekko przesterowana gitara elektryczna, miarowy rytm jak tykanie zegara lub krople kondensatora] [Verse 1] [Wokal zmęczony, niemal mówiony, blisko mikrofonu] Miałem dwadzieścia lat, na stacji "Nowy Śląsk", Kumpel zmajstrował lewy skan, by wyrwać nas stąd. W ładowniach chłód i wieczny smród, smar wgryzał się w krew, Piliśmy twardy, tani synt, by stłumić w sobie gniew. Marzył się nam gwiezdny szlak i skoków wolny rytm, Został mi tylko w płucach pył i z tanich fajek dym. [Verse 2] [Wchodzi bas i powolna perkusja] Wojsko zgarniało wtedy na front, za bunt na Ceres Trzy, Wolałem z rudą w pyle gnać, niż w okopach ronić łzy. Mój stary statek, klasy "Bóbr", rzęził przez cały lot, Z lewym reaktorem, na słowo honoru, ciągnąłem ten złom pod prąd. Trzydzieści lat po brudnych orbitach, z zaciśniętą na sterach pięścią, Płaciłem zdrowiem za to, by korporacjom hajs się zgadzał z nawiązką. [Pre-Chorus] [Tempo lekko rośnie, głos staje się bardziej chrapliwy, złości się] Żona wysiadła na "Radom Prime", zabrała dzieci i psa, Zostawiła mi długi za tlen i ten pieprzony, gwiezdny szlak. Zdrowie pożarły mi trasy, a stawy wibrują jak kadłub w hiper-skoku... [Chorus] [Pełne uderzenie, ciężkie gitary, klasyczny rockowy wybuch] A teraz co?! Orbitalny śmieć! Zamiast nowych słońc – w oczach tylko mrok! Kredyt na karku tnie jak laserowy miecz, I wciąż odwlekam ten swój ostatni skok! Wypalam wzrok na starych skanerach, Gdzieś na granicy zapomnianych stref! [Verse 3] [Muzyka znów opada, zostaje bas i syntezator] Kumpel ze Śląska dostał kulę w łeb, przy szmuglu na Pasie Oriona. A ja wciąż wiozę ten rdzawy żwir, i patrzę jak próżnia kona.

