Song Cover Image

póki pali się ogień (blues)

Smutna to pora wypada jesienią, gdy gałęziami pustki ją ocienia. Zawsze podporą była - światłem, ziemią; i chyba nic już tego nie pozmienia. Dębem rozrosły, listowiem w koronie z wiatrem do snu mógł ich szumem kołysać. Kiedyś mu stopy mchem tuliła; z dłoni poiła źródłem, dokarmiała ciszą. Przyszły w noc letnią - huk i błyskawica. Pod ostrzem gromu dąb się rozpołowił. Dało się słyszeć w przydrożnych zaciszach, grzmot uderzenia w oddal poniesiony. Trzasnęło serce wycięte na korze, już się z zielenią liście nie wyłonią, nie będą z szumem szarzały na dworze; na wiosnę kwiaty ramion nie ozdobią. Pozostanie w pniu pochłoniętym ogniem. Deszcz czasem zrosi ogorzałe miejsce. Gdzie ledwo słońca przedzierał się promień, poświata lampek dziś rozświetla jeszcze.