Song Cover Image

Skrzydła z popiołów vol. 1

W moich dłoniach linia życia jak wstęga Wisły kręta, Pamiętam każdą burzę, co w duszę była wcięta. Nieraz kłaniałem się ziemi, gdy grunt mi uciekał spod stóp, Gdy Marzanna mroźnym tchem słała mi pod nogi grób. Wpadałem w czarną czeluść, tam gdzie mrok i nocne zmory, Gdzie lęk jak stary Leszy zagradzał wszystkie pory. Lecz gdy już czułem chłód skały, co miała mnie skruszyć na pył, W moich lędźwiach budził się ogień, w ramionach przybyło sił! Bo choć spadam w przepaść, to nie po to, by lec w pyle, Rozwijam skrzydła sokoła w tej decydującej chwili! Idę ku słońcu jak Swarożyc, przez mrok i gęste cienie, By w pełnym świetle odnaleźć swoje przeznaczenie. Lojalność moim godłem, a spójność twardą tarczą, Te stare prawdy przodków do zwycięstwa mi wystarczą! Mam w sobie mrok gęstszy niż noc nad bagniskiem, I słabości, co czasem płoną zbyt jasnym ogniskiem. Jak Weles znam podziemia i cienie własnej twarzy, Lecz nie pozwalam, by strach mój los mi odważył. Wierzę w słowo dane bratu, w uścisk dłoni szczery, Bo bez honoru i prawdy jesteśmy jak puste litery. Choć blizny pieką pod skórą, to każda jest lekcją hartu, W drodze do własnych marzeń nie proszę o uśmiech fartu. Niech huczą dęby prastare, niech wiatr mi drogę wyściela... Jestem sumą swych upadków, duchem swego ciała. Z każdego dna się odbiję, ku szczytom wyciągnę dłonie, Dopóki we mnie płomień spójnej duszy płonie! Bo choć spadam w przepaść, to nie po to, by lec w pyle, Rozwijam skrzydła sokoła w tej decydującej chwili! Idę ku słońcu jak Swarożyc, przez mrok i gęste cienie, By w pełnym świetle odnaleźć swoje przeznaczenie. Dziś wyżej niż wczoraj, jutro sięgnę gwiazd na niebie, Wierny sobie i korzeniom... Tak spełniam samego siebie.