
Budzik dzwoni nagle, Przecina szary sen. Edyta już wstaje, By zacząć nowy dzień. W kuchni pachnie kawa, Zanim wstanie gwar. Edyta siły zbiera, By ukoić żal. Gasi każdą burzę, Koi cichy strach. Zwykły dzień zamienia W złoty, jasny blask. Gdy ktoś traci wiarę, Mówi: „siłę masz”. Cicho obok siada, By ocalić nas. Ma w oczach spokój, Ciepło ma w dłoniach. I nawet w ciszy Nadzieja płonie. Edyta - serce jak kotwica, Daje wiarę, daje życie. Wraca do niej każdy znak, Nawet gdy ucichnie świat. Edyta - ciepło w jej imieniu, Trwa w sercach po wybrzmieniu. Kto ją poznał, ten już wie: Dla niej rano budzić chce. Sąsiadka dziękuje, Za torby i czas. Edyta uśmiechem Rozgrzewa znów nas. Gdy miasto już gaśnie, Dzwonek przerywa sen. Ona daje spokój, Gdy nadchodzi lęk. Choć barki ma kruche, Cudze troski niesie. Jest jak dobra przystań W najtrudniejszym czasie. Bez wielkich skrzydeł, Bez zbędnych słów. Dobro powraca Pod jej własny próg. Dobre sny. Jasny płomień Na złe dni. Zostawia ślad W każdym z nas.

