
Pasożyty czasu.
Kiedy coś mówią. Ich słowa jak echo giną. Nic nie znaczą, tylko w głowie dzwonią. Ich śmiech, jak wiatr w pustym polu. Lepiej cisza, przynajmniej nie boli. Nie wiedzą, że ranią. Że ciągną w dół. W ich oczach zabawa. A w sercu muł. Pasożyty czasu. Kradną każdy dzień. Mówią, że są światłem. A rzucają cień. Pasożyty czasu. Ich śmiech to fałszywy ton. Szkoda ich trochę, ale wolę być sam. Nauczyłem się słuchać między słowami. Tam, gdzie prawda nie krzyczy, nie straszy pozorami. Nie każdy hałas to życie, nie każdy śmiech ma sens, Czasem trzeba zniknąć, by zyskać dzień. Pasożyty czasu — żyją złudzeniami. Nie tworzą drogi, krążą nad śladami. Pasożyty czasu — niech żyją gdzieś tam. Ja nie mam już dni do oddania wam. Przychodzą , siadają, jakby świat był ich . Opowieści bez końca, jak denny film. Niby chcą dobrze, lecz to tylko gra. Ich towarzystwo jak deszcz, w środku lata. Nie widzą — że duszą, że gaszą blask. Ich obecność jak wrzód, co przylega na twarz. Pasożyty czasu — to nie wróg, to tło. Znika, gdy przestajesz zwracać na nie wzrok. Pasożyty czasu — kradną nam dni, Dużo mówią o sobie, a nie wnoszą nic. Dziś wybieram spokój, nie muszę być tłem. Nie karmię cudzych braków, nie łudzę się snem. Jeśli ktoś ma zostać — niech wnosi swój wkład. Samotność z godnością jest lepsza niż fałsz. Pasożyty czasu. Kradniecie każdy dzień. Mówicie: „zaufaj”, A to kolejny blef. Pasożyty czasu. Nie czuję już nic. Nie szkoda mi was. Szkoda mi sił. Myślisz, że błyszczysz — A to tylko odbicie. Pożyczone zdania, cudze poglądy, Jesteś echem echa, nie masz własnej twarzy. Pasożyty czasu. Nie czuję już nic. Nie szkoda mi was. Szkoda mi sił.

