
Czasem chciałbym sobie odejść Do innego świata Tam gdzie człowiek Człowiekiem nie pomiata Trzymasz tak Mocno tak Nie pozwalasz Odejść mi Skułeś me nogi Kajdanami Nie da się Nigdzie iść Stoję więc Nieruchomo Patrzę w dal Szukam schronu Czasem chciałbym sobie odejść Lecz nogą ruszyć nie mogę Moje nogi są drewniane Przez korniki podgryzane Czasem chciałbym sobie odejść Czasem płonie we mnie ogień Lecz po chwili on wygasa Nie ma drogi, ani kompasu Znikasz gdzieś Sensie mój Nie dajesz Żadnych dróg Żeby iść Trzeba mieć gdzie Nie wystarczy Tylko chcieć Stoję więc Rozglądam się Ale nigdzie Nie ma Cię Czasem chciałbym sobie odejść Lecz nogą ruszyć nie mogę Moje nogi są drewniane Przez korniki podgryzane Czasem chciałbym sobie odejść Czasem płonie we mnie ogień Lecz po chwili on wygasa Nie ma drogi, ani kompasu Brakło już wyobraźni Żeby wierzyć w lepsze światy Będzie zawsze tak jak jest Nie ucieknę choćbym biegł Lecz i tak nie mogę biec Stoję ja i mój cień Cień który pożera mnie Coraz mniej Jest już mnie

