
Przez nocny deszcz — ciemne ulice, lepki
Przez nocny deszcz — ciemne ulice, lepkie światło, rozmyty czas. Teraz: dawno temu. Ulice pamięci. Brudne, zardzewiałe śmietniki z PRL-u pęcznieją. Poprzez deszcz, z trzaskiem pękają jak tensory, lustrzane strumienie rozmywają przeszłość. Kumple wołają mnie — głosy chłopaków, zapach wiosennego ciepła: będziemy grać w piłę. Ich głosy oddalają się. Staram się iść bezdźwięcznie, żeby słyszeć ich jeszcze jedną chwilę. Nagle uderza mnie niespodziewana fala smutku. Muszę iść dalej — oni zrozumieją. Droga przez deszcz, zapach ziemi. Dziś już skończyły się słowa.

