
Marcin! O kurwa! Czarne chmury, nagły świst! Z dachu nie zostało nic! Wiatr uderzył, potężny cios, Taki dzisiaj Marcina los! Belki trzeszczą, deski rwie, Wszystko wkoło sypie się! Stodoły nie ma, poszła w pył, Żywioł dziki tutaj był! A pośród zgliszcz, w środku dnia, Ta jedna bestia spokój ma! Gdy wokół płonie cały świat, Ona ma w dupie ten cały ład! Wiatr rozjebał mi stodołę! Wszystko poszło dzisiaj w dół! A moja koza pasie się na łące! Ma wyjebane na ten ból! Marcin krzyczy, żywioł gna! Ona zieloną trawę wsuwa! Sąsiedzi patrzą, łapią się za łeb, Zamiast stodoły – czysty, pusty step! Marcin zbiera gwoździe z ziemi, Tego koszmaru już nic nie zmieni. A koza żuje, patrzy mu w twarz, Mówi: "Stary, niezły burdel masz!" Deski – wiór! Dachu – brak! Koza – żre! To jest znak! Wiatr rozjebał mi stodołę! Wszystko poszło dzisiaj w dół! A moja koza pasie się na łące! Ma wyjebane na ten ból! Marcin krzyczy, żywioł gna! Stodoła poszła... Koza żyje. Meee!

