
[verse 1] Straciłem smak wolności ktoś inny mnie prowadzi na ścianę swoich pragnień bo moje przecież zdradził Bezsilnie słucham innych co racje zawsze mają i pięknie o przyszłości ze ściany przemawiają [chorus] jak będzie wreszcie gorzej to wezmę plecak i namiot zaszyje się gdzieś w lesie i będę czekał do lata bo wtedy można chodzić po opuszczonych sadach i całymi dniami wypalać drewno w bieszczadach [verse 2] Gdy tłum klakierów krzyknie, gdy tłum klakierów wskaże choć słowa pewnie przykre jednak się nie obrażę niech mówią swoje brednie i krzyczą nad głowami nie zwalczą mych idei swoimi omamami [chorus] jak będzie wreszcie gorzej to wezmę plecak i namiot zaszyje się gdzieś w lesie i będę czekał do lata bo wtedy można chodzić po opuszczonych sadach i całymi dniami wypalać drewno w bieszczadach [verse 3] czy wolność wreszcie znaczy, że brak jest zależności od nienawistnych ludzi, idei ich sprzeczności czy w puszczę uciec muszę gdzie drzewa są schronieniem gdzie można żyć wolnością a nie jej słabym cieniem [chorus] jak będzie wreszcie gorzej to wezmę plecak i namiot zaszyje się gdzieś w lesie i będę czekał do lata bo wtedy można chodzić po opuszczonych sadach i całymi dniami wypalać drewno w bieszczadach bo wtedy można chodzić po opuszczonych sadach i całymi dniami wypalać drewno w bieszczadach

