Rozskrzeczane Jadźkatrosy przelatują przez niebiosy Przelatują nad głowami, obrzucają nas gównami Skrzeczą, skwierczą i zawodzą, nocą nowe Jadźki płodzą Wielka armia Jadźkatrosów już rozgrzewa się do głosów Będą chóry Jadziek z nieba darły japę - jaka bieda! Narzekały, jak im źle, jak niedobrze z nami jest, wydzierały się skrzekliwie, to jest prawie niemożliwe, żeby tak się ciągle drzeć, żeby ciągle czegoś chcieć! Hej, hej, hej Jadziucha! Przestań skrzeczeć mi do ucha! Bo cię oddam do Palucha, słowo daję, już oddaję! Ewa jedzie na sygnale, a z nią cały TOZ! Olaboga, nie wytrzymam, zaraz Jadźkę sprzedam Chinom Niech ich męczy ta zaraza i zamieszki tam wprowadza Sprzedam chyba ją Hindusom, może się na gulasz skuszą Albo zrobią z niej szaszłyki lub jadźkowe podpłomyki Skwierczy też na korytarzach i sąsiadom się naraża Wszyscy się wyprowadzili, gdy jej wrzasków doświadczyli Jedynie ci z Indii wciąż trwają, może na gulasz jadźkowy czekają? Hej, hej, hej Jadziucha! Przestań skrzeczeć mi do ucha! Bo cię oddam do Palucha, słowo daję, już oddaję! Ewa jedzie na sygnale, a z nią cały TOZ! Święty spokój to jedyne o czym marzę, czego pragnę, a tymczasem z Jadźką ginę, i w rozpaczy leżę na dnie. Pazurkami o dno skrobię, w uszy wkładam już co mogę Ale Jadźkę ciągle słychać! Jej szatański skrzek i chichot! Ja zwariuję, oszaleję, co się tutaj kurwa dzieje, skrzeki Jadźki mózg mi gwałcą, zaraz całkiem go zniekształcą Już nie mogę, nie wytrzymam, jak jej w końcu nie zatrzymam Jadźka zlituj się nad mame, zakończ w końcu ten swój lament! Ja cię błagam już Jadziucha! Przestań skrzeczeć mi do ucha! Bo cię oddam do Palucha, słowo daję, już oddaję! Ewa jedzie na sygnale, a z nią cały TOZ! Ewa jedzie na sygnale, a z nią cały TOZ! Dokumentów z interwencji będą mieli cały stos