
[ticking morning clock ring, female voice] (wstawaj...) [scared, male voice] (ale ja nie chcę, nie chcę, nie chcę) [Zwrotka 1] Ósma rano, jest biuro, odchodzę od zmysłów, Wolę tworzyć z brawurą i siedzieć jak przygłup. Znowu sterta papierów, niekończący się obieg, Już mam dosyć pozerów, odchodzę tak sobie. Inni gasną w szufladach, ceniąc pozorny prestiż, Bunt mi jasno doradza: walcz jak jebany grzesznik. Unikam wzroku wzniosę me uniwersum, Łamiąc kod naokół - masą zawiłych tekstów. (yo) [choires] (cały system mówi: „zostań tu”, a ja głupi chciałem dotknąć chmur. Każdy chce ode mnie czegoś zdziwieni, że dostaną wielkie zero...) [Zwrotka 2] Patrzę w plik, widzę fikcję, chrzaniąc wielkość zysków, Łapiąc szyk, rzeźbię dykcję, budząc asymetrię zmysłów. Z góry tłum pracy kult, wielbi kierownicze sacrum, Ze mną bunt, burzy mur, szerzę niedościgły absurd. CEO patrzy w tabele, kreując chłodne oblicze, Technika warczy w notesie, zaraz wolność wykrzyczę. reszta tnie w kołowrotku, rzeźbiąc głupie formaty, umysł w środku, walczy, nie stracę ogłady. (yo) [choires] (cały system mówi: „zostań tu”, a ja głupi chciałem dotknąć chmur. Każdy chce ode mnie czegoś zdziwieni, że dostaną wielkie zero...) [Zwrotka 3] Zegar bije w czaszkę, w skroniach nagły ucisk, Mój rym wije pułapkę, pragnąc kajdany zrzucić. Ilu karnych urzędników kusi podwójna wypłata? Wolę zgarnąć całą wolność, układ niech w pył się rozpada. Gdy szefowie tną zyski, awanse z uśmiechem utną, płonie syndrom artysty, rym rwie służbowe płótno. Sufit pęka od drgań, kurz mi siada na ramionach, Moja ręka jest moja, nie potrzebna mi mamona. (ey) [choires outro] (cały system mówi: „zostań tu”, a ja głupi chciałem dotknąć chmur. Każdy chce ode mnie czegoś zdziwieni, że dostaną wielkie zero...) [ticking morning clock ring, female voice] (wstawaj...) [scared, male voice] (ale ja nie chcę, nie chcę, nie chcę)...

