Song Cover Image

Słoń-Wojna Totalna

V5

Zbrojeniowy wyścig trwa od czasu pierwszego kambru Wszystko co żyje chce przetrwać i zdobyć więcej pokarmu Pomału padlinożercy zamieniali się w łowców Pierwsze wyjście z oceanu, aż po szary kres lądu Rybie czaszki kręgowców, miliony lat ewolucji Walka o terytorium, zwierzęcy świat jest okrutny Nowe gatunki, jad, pancerze, szpony, kły w pyskach Tych, co zostali bez broni, na co dzień chroni mimikra W krwawych igrzyskach najważniejszy jest instynkt Czuły wzrok, węch i słuch, rozwijają się zmysły Musisz być silny lub szybki, carnivore ciągnie do krwi Matka natura się zbroi w codziennej wojnie o byt I tutaj wchodzimy my, ubrani cali na biało Zmieniamy stada w plemiona, pierwsze osady powstają To trwało tysiące lat, żeby się nazwać człowiekiem Zejście z drzewa do jaskiń, czas pierwotnych społeczeństw Równocześnie z ciałem mózg się zmieniał Musisz mieć broń, by w nocy cię żaden stwór nie wjebał Nadeszło wyjście z cienia, zapanowanie nad ogniem Wyprostowana postura w przygotowaniu na wojnę Nim człowiek zrzucił pierwszą bombę na dom To wszystkie pola bitew regularnie podlewał krwią Broń się rozwija, dokładnie jak w świecie zwierząt Od pierwszej procy, przez łuk, kuszę, po M60 Dziesiątki dekad wstecz, bitewna szarża na koniu Dzisiaj w pociskach masz system rozszczepiania atomu Epoki brązu, żelaza, wojny o ropę i wiarę Ci, co wyrżnęli w pień wrogów, piszą historie o chwale Ten wstęp pisałem, żeby nakreślić całość Życie jest drzewem, a nasza historia to tylko gałąź Nie wchodzę w globalną sferę, chcę się skupić na Polsce Bo to, co widzę czasami, robi się serio za mocne Mam dość tej wojenki, wiecznej walki kto gorszy Widząc te brednie w TV mam chęć spalić odbiornik Mam dość martyrologii, przeszłość jest smutna okrutnie Więc wyciągam z niej wnioski, chcę się skupiać na jutrze Ten burdel na Wiejskiej, pełno gówno-aferek Te tłuste ryje w garniakach ciągle nas szczują na siebie Mówię to z serca i szczerze, do tych po lewej i prawej Żyjecie w tym samym kraju, chodząc po tej samej trawie Wciąż wytrwale walczycie, Polska do tego przywykła Lecz wciśnij na chwilę stop, bo chcę podsunąć ci przykład Tego, że zwykła codzienność kiedyś każdego dosięgnie Bo od kołyski do grobu, kroczysz ze śmiercią pod rękę Na wstępie: nie wiem, kim jesteś, skąd, ani w co wierzysz Obyś od wyra w szpitalu nigdy nie dostał odleżyn Dla tych, z którymi los dzielisz, dużo zdrowia i hajsu Dbaj o swe plony jak umiesz, a chwasty z pola wykarczuj Ten ostatni rok w tańcu nie pierdolił się z nami Rak zabrał ziomkowi ojca, mamę znajomej stres zabił Serce się kraje i żali, a łzy na oczy się cisną Pożar wziął ojca ziomkowi, z którym dzieliłem dzieciństwo Więc sram na bezmyślną wojenkę tych płotek Chcę, żeby dziecko znajomych było szczęśliwe i zdrowe Oby ci matka i ojciec na zdrowiu nie podupadli Żyj i daj żyć innym, na zawsze pierdol szufladki Gdy wysyłam hajs w akcji typu zrzutka na leki Ktoś nie ma na operację, a jego córka ma termin Nie będę, kurwa, jak debil pytał za którą są stroną Bo nie wiem, czy zasłużyli łaskawie na moją pomoc Idąc tą drogą, gdyby ktoś z twoich bliskich miał problem I ty założysz tą zbiórkę, bo w pracy zarabiasz drobne Pamiętaj, ziombel, uważaj, bo pilnować się trzeba Żeby ci czasem żaden żyd lub czarnuch hajsu nie przelał Więc jebać faszyzm, rasizm, mizoginów i ORMO Szacunek dla tych, co krew przelali za naszą wolność Nie będę pluć na godło, ani się spinać na tęczę Bo tak naprawdę mam gdzieś to, kto z kim chodzi za rękę Nie będę tobą gardzić, jeśli pochodzisz zza Bugu Sam pracowałem na wyspach, by spłacić cały hajs z długów I już mam w chuju te spory, nie jestem stroną w tej wojnie I wiem, że w kurwę jest osób, co myślą podobnie do mnie Mam dość tej nagonki i podsycania wciąż gniewu Jakbyśmy wszyscy do chuja mieli za mało problemów Rząd ci grzebie w portfelu, wyciąga macki do hajsu Jak myślisz, skąd mają siano? No, kurwa, z naszych podatków Niczym na tacy, bratku, niosę ci przykład Miliardy złotych pochłania telewizja publiczna Chuj w szpitale, hospicja, chuj w dzieci z nowotworami Grunt, że ramówka jest fajna i będzie potąd seriali Jak tam, mordo, się bawisz? Ja się dopiero rozkręcam Wiesz co by nam się przydało? Jakaś domowa wojenka Agresja rodzi agresję, przyśpieszmy datę zagłady Chuj z szarlatanów i każdy religijny fanatyzm Traktuję czarnych i białych, tak jak brązowych i żółtych O ludziach świadczą ich czyny, a nie pigment ich skóry Nie lubię ludzi pokroju agresywny kozaczek Dam tobie tyle szacunku, ile samemu okażesz Mam dość pizganek i łbów, co myślą, że są T-1000 Jak chcesz się ponapierdalać, to na mój koncert nie przychodź Nie jesteś Vitor Belfort, by na bujance iść w miasto Chłopaki z klubów sztuk walki ci to z chęcią wyjaśnią Tym błaznom z dobrych domów, co się zachciało gangsterzyć Wszedłeś do rapu, bo kręcą cię kosy, klamki, maczety Ci, co faktycznie są z biedy, z ulicy chcieliby uciec Rap może być tymi drzwiami, a ciężka harówka kluczem Nie wszyscy z nas mieli super, każdy dźwiga swe brzemię Nikt, kurwa, z nas się nie chce