
W łazience para znów siada jak mgła na tym szkle Przecieram dłonią, widzę ten brzuch i siwy cierń Pół wieku w kościach, jak w dębie głęboki ten sęk Kiedyś bym uciekł, dziś stoję i duszę ten lęk Srebro na brodzie i dumny ten wzrok W lustrze nie szukam ucieczki od lat Dwadzieścia lat w pętli, aż pękł pierwszy splot Z Tobą za rękę, to mój nowy świat Dwadzieścia lat w jarzmie, co cięło mi skórę co noc Papiery na stosie, niech poczują ognia tę moc Siedem lat idę tą ścieżką, co pachnie jak dym Nie szeptam o tym, to życie jest moim rytmem Srebro na brodzie i dumny ten wzrok W lustrze nie szukam ucieczki od lat Dwadzieścia lat w pętli, aż pękł pierwszy splot Z Tobą za rękę, to mój nowy świat Czasem mi strzyka w kolanie, gdy schodzę po schodach I boję się chwilę, że zegar to jednak jest wróg Ale Ty kładziesz mi rękę na karku jak węgiel I widzę, że jeszcze niejeden przed nami jest głód Pytają o drogę, pokazuję im piołun i kurz Zrywam te maski, co piły mnie w srogi ten mróz Z Tobą ten zakaz to wolność, co bije mi w skroń Pół wieku czekałem, by chwycić tę dobrą dłoń Srebro na brodzie i dumny ten wzrok W lustrze nie szukam ucieczki od lat Dwadzieścia lat w pętli, aż pękł pierwszy splot Z Tobą za rękę, to mój nowy świat

