[Verse 1] Pod górkę jadę Język jak szalik Kolana płoną Świat robi się mały Oddech jak traktor Myślę "to koniec" I nagle widzę Idzie przechodzień [Chorus] I nagle proszę ja was Cud nad Wisłą Robię się gość od sportu i stylu Górka? Pff Luzik Ja tu się nudzę (hej!) jeszcze przyspieszę Niech się zluzuje A w środku krzyczę "ratunku Ludzie!" W oczach mam łzy Na twarzy uśmiech Wiem Że za to gdzieś w rowerowym piekle Będę odpracowywał każdą tę sekę [Verse 2] Mięśnie mi drżą jak galaretka Dosłownie czuję w płucach ognisko Lecz gdy ktoś idzie Łapię postura Jakbym trenował tu od kołyski Robię poważną twarz Jakbym dyktował tempo chmurom A w myślach spisuję Testament pod tą górą [Chorus] I nagle proszę ja was Cud nad Wisłą Robię się gość od sportu i stylu Górka? Pff Luzik Ja tu się nudzę (oh!) jeszcze przyspieszę Niech się zdziwuje A w środku krzyczę "ratunku Ludzie!" Serce mi wali jak dzikie bydło Wiem Że za to gdzieś w rowerowym piekle Będę odpracowywał każdą tę sekę [Bridge] O Mija mnie para To jadę jak w reklamie lata O Mija mnie sąsiad To prawie wznoszę się do nieba A gdy zakręt schowa świadków Padam Sapię Szukam trawnika Patrzę w niebo Szepczę cicho: "To kara za moje aktorstwo Czy tak się unika?" [Chorus] I znowu proszę ja was Cud nad Wisłą Ja superheros od sportu i stylu Górka? Pff Luzik Ja tu się nudzę (hej!) tylko nie patrz Bo zaraz umrę Bo w środku krzyczę "ratunku Ludzie!" Dusza wychodzi mi na pobocze Wiem Że za to Za to całe granie Kiedyś dostanę wieczne podjazdy w karze