Song Cover Image

Zanim Rozlały Się Maki

+ Show full styles
V6-MINI

Na gruzach klasztoru stoimy w dymie, Spisano nasz los w dalekim Teheranie. Wilno i Lwów oddane bez walki, Przekreślone pola, domy i matki. Polesie zostało już tylko w pamięci, A my honorem na szczyt pchnięci. Szliśmy w ogień, przez skały i chmury, Własną krwią zrosiliśmy zbocza góry. Rozkaz był jasny, nadeszła godzina, Śmierć na tych zboczach żniwo zaczyna. Padali bracia, gasło spojrzenie, Za to zwycięstwo płacąc istnieniem. Krew zmyła kamień, dym oczy palił, Zanim się maki na zboczu rozlały. Parliśmy w górę przez ogień i rzeź, By na ten szczyt naszą flagę wnieść. Wygraliśmy bitwę, przegraliśmy dom, Ojczyznę naszą rozdarł grom. Stoimy na szczycie, w dłoni sztandar płonie, Bez powrotu - ziemia nasza w obce poszła dłonie! Opadł pył bitwy, ucichły armaty, Zostały tylko mosiężne łuski i straty. Biały krzyż wyrósł na krwawym kamieniu, Gdzie brat nasz zasnął w wiecznym cieniu. Zwycięstwa chwała to gorzki jest chleb, Gdy obcy żołnierz depcze nasz step. Wiatr tylko hula po ruinach klasztoru, Została chwała i brak wyboru. Wygraliśmy bitwę, przegraliśmy dom, Ojczyznę naszą rozdarł grom. Stoimy na szczycie, w dłoni sztandar płonie, Bez powrotu — ziemia nasza w obce poszła dłonie! Krótka chwila ciszy, pożegnanie braci, Nie ma czasu na łzy, wróg pozycje traci. Marsz na północ trwa, po wulkanicznych skałach, Pędzimy za Niemcem po jego śladach.