Muszę wam wszystkim opowiedzieć, Jaki ostatnio miałam okropny dzień. Nie uwierzycie, co się wydarzyło, Ale sporo mnie to nauczyło - hej. Nie zmyślam, daję słowo, Naprawdę nie było kolorowo. Z samego rana ze schodów spadłam, Przy okazji pięć obcasów połamałam. W windzie się zacięłam, Więc drzemkę sobie ucięłam. Przyjechali technicy - śmiech na sali.... Więc uciekłam do piwnicy… dalej się śmiali. (Refren) Czułam się jak ostatni bęcwał, Jak to możliwe, co tu się stało? Jak mogłam nie widzieć, Że to wydarzy się właśnie tak? Pytań wciąż było mało. Ale mój dzień dopiero się rozkręcał, Czy ja to sobie wszystko wkręcam? Chyba lekko ześwirowałam, Bo dziwną pieśń w głowie ciągle miałam. Jak rzęchy, talerze, stare druty, Brudne pierze, hałas — same absurdy. Co się ze mną dzieje? To wszystko przez tę pieśń… Słuchajcie dalej, bo będzie jeszcze gorzej. Pojechałam do przyjaciółki, ale pocałowałam tylko klamki. Tak mnie to wkurzyło, że prawie ducha oddałam. Wezwali karetkę, daję słowo - pięć zawałów miałam. Lekarz powiedział: „Uspokój się, bo świat ci się zawali”. A on już się walił. Sami rozumiecie najbardziej na świecie. (Refren) Czułam się jak ostatni bęcwał… Jak to możliwe, co tu się stało? Jak mogłam nie widzieć, Że to wydarzy się właśnie tak? Pytań wciąż było mało. Ale to nie koniec, daję słowo. Dalej wcale nie było odlotowo. Poszłam zrobić pranie - klasyka, Bielizna wylądowała u sąsiadki, wsadziłam ją do taczki. Książki upiekłam w piekarniku, Ręczniki upchałam w słoiku. Co tu się działo? Bez liku! Nie zmyślam - nie było kolorowo. (Refren) Czułam się jak ostatni bęcwał… Jak to możliwe, co tu się stało? Jak mogłam nie widzieć, Że to wydarzy się właśnie tak? Pytań wciąż było mało. Ciągle słyszałam tą dziwną pieśń, Rozstrajała cały mój dzień. Trzeba było uspokoić nerwy. Więc… Napiłam się Brendy. I to był pomysł bardzo dobry. Świat nagle zrobił się kolorowy, Ututkałam się i… szybko odleciałam. Rano wstałam z worami pod oczami, zapach nie ten - coś tu śmierdzi, kochani. I wtedy prawda wyszła na jaw. To nie była pieśń… To była pleśń!!! Tak moi drodzy — pleśń! Ha ha ha! Pleśń!? I to gdzie? W szufladzie mej! Kto by pomyślał - pleśń w szufladzie!? Ha-ha-ha Trochę bałaganu tam ma się, ale żeby od razu pleśń? Ale kto by sprzątał - nie tym razem. Wyrzuciłam szufladę, Wyrzuciłam biurko całe. Nie chcę pamiętać, Co ja przez nie przeszłam właśnie - sami pamiętacie. (refren) Czułam się jak ostatni bęcwał, Ale przynajmniej wiem już, co się stało. Czasem nie pieśń, nie dramat, nie gniew - Tylko pleśń rozwala cały dzień. Morał prosty, moi drodzy: Sprzątajcie swoje szuflady. Artefakty wyrzucajcie, Do pleśni nie doprowadzajcie. A ja? Idę się napić jeszcze brendy - dalej koić swoje nerwy.
Comments are disabled on this song

